Będę gryźć, czyli dlaczego do pracy muszę zapylać na czwarte piętro po schodach

Pracuję w bardzo dziwnym miejscu. Jest to budynek sześciopiętrowy, przy czym każda kondygnacja jest nadnaturalnie wysoka co nam pozostało po peerelowskim zachwycie przestrzennym obłędem. Inżynierowie z petrobudowy zachłysnęli się wysokością, z której lekką ręką można by zrobić po „pięterku” (to się chyba antresola nazywa ale wolę taką obsesyjnie wyuzdaną nomenklaturę) a co za tym idzie klatki schodowe przypominają Mount Everest i to nocą – ciemne, wysokie, strome i kręte a do tego zatęchłe i śmierdzące. Miodzio. Budynek ów, w którym spędzam cudowne godziny dnia na ciężkiej pracy miast leżeć i pięknie pachnieć, w połowie przeznaczony jest dla zwykłych śmiertelników a w połowie dla biurw. Zwykli śmiertelnicy, to rozwrzeszczane hordy rodzinne w zróżnicowanej odległości od podłoża się znajdujące, bo w różnym wieku, ale jednako krzykliwe i marudne. Widocznie na ogromniastej połaci trzech pięter z zawartością wszystkiego co tylko może się skojarzyć z dzieckiem w wieku począwszy od maminego brzucha a skończywszy na naburmuszonych nastolatkach ze zmianami trądzikowymi i emocjonalnymi niezwykle trudno jest znaleźć to COŚ po co te tabuny tu przyłażą. Biurwy to jak sama nazwa wskazuje pracownicy biurowi rozmaitej rangi i płci, których łączy nienawiść dzika do małoletnich użytkowników trzech pierwszych pięter i ich prawnych tudzież bezprawnych opiekunów. Wind jest tyle co pięter – sześć lecz nadzieje na dotarcie do miejsca przeznaczenia w trybie w miarę przyspieszonym porzucić trzeba już od progu, gdzie wita nas zblazowana twarz pana ochroniarza w wyraźną skłonnością psychotyczno-socjopatyczną. Jeśli uda już się komukolwiek zmieścić do jakiegoś szybu windy przez drzwi anemicznie rozsuwne (inna droga odpada), co jest wyjątkowym i praktycznie nie występującym w przyrodzie zjawiskiem, bo zaraz znajdzie się stado wózków dziecięcych, kobiet w widocznej ciąży, lub tych w niewidocznej za to rozsądnych gabarytów i to jeszcze z rozlicznymi przyległościami w postaci mężów, babć, kochanków, przyjaciółek, ojców, matek, ciotek i kuzynów, to winda będzie się zatrzymywać na każdym piętrze i stać tam długie i cenne minuty dopóki całe tałatajstwo nie wysypie się do wnętrza sklepu, robiąc w windzie miejsce dla następnych osób. Nie dziwię się paniom z wózkami i ciężarnym, bo to jest jedyna metoda by się dostać gdzieś ponad parter ale szlag mnie trafia nagły i wszechogarniający, gdy zdrowi, czerstwi obywatele z widocznym kompletem kończyn i czaszką, sami bądź ze sporymi już pociechami lub innymi im podobnymi osobnikami, paraliżują ruch blokując windy i czekając na nie po 10 minut tylko po to, by się dostać na pierwsze piętro (to jest najczęściej oblegane i uczęszczane), albo w niezdecydowaniu i głupocie bezdennej naciskają wszystkie widoczne na tablicy guziczki, by „zobaczyć, co jest na każdym piętrze”. Normalnie kiedyś wezmę do pracy siekierę i zrobię teksańską masakrę bez prądu. Bo przez takie ćwoki muszę zasuwać dzień w dzień przez cztery kondygnacje po kilka razy takie dystanse, że zanim dotrę tam, gdzie być powinnam, wyglądam jak burak pastewny w łojotokiem a należę do osób dość energicznych i wysportowanych, więc co ma powiedzieć pani Kazia z kadr, która ma problemy z tuszą i ze zdrowiem a ruchu umiarkowanie zażywać powinna? Ludzie, nie bądźcie skończonymi wałami i łaźcie na pierwsze piętro po schodach – zdrowiej i szybciej wam będzie a i biurwy się ucieszą w tych swoich garniaczkach i stulidupkach na szpileczkach.

14 uwag do wpisu “Będę gryźć, czyli dlaczego do pracy muszę zapylać na czwarte piętro po schodach

  1. ja tez pragnę windy…
    biurwuje się na IIIp.
    żadnej windy, tylko wąskie schody…
    i co najmniej 5-6 razy dziś byłam w archiwum – w piwnicy.
    Nie liczę już odwiedzin w sekretariacie na parterze…
    ale co tam, kilogramiki mi spadną:)

    Polubienie

  2. Ech i poplakalem sie, ze nasza bohaterka musi na czwarte pietro per pedesem zasuwac, bo ktos smial jej winde zajac!! Odstrzelic talatajstwo, niech sie qrna nauczy, ze jak ONA potrzebuje skorzystac windy, to ta ma byc i juz!
    A tak na marginesie, to wysokosc pomieszczenia czy to w mieszkaniu czy w miejscu pracy powinna byc duzo wyzsza niz socjalistyczne wlasnie 2.5 m.
    Ale bohaterka niech sie nie martwi, z takim intelektem jak JEJ juz niedlugo dostanie prace na parterze.

    Polubienie

  3. Powiedz droga Aniu co to są „stulidupki”?? 🙂 Pozdrawiam i mam nadzieje na dluższe spotkanie niz te kilka minut pod kinem. No i moze szybciej niz za kolejne 10 lat (jak to mialo miejsce ostatnio) :-). Gorąco pozdrawiam. Mariusz

    Polubienie

  4. pan gość szanowny to już niech się o mój intelekt nie martwi bo z nim jest jak najbardziej wszystko w porządalu a na przyszłość proszę wydajniej korzystać w własnego i uważniej notki czytać – nie chodziło tu tylko o mnie i nie o same windy tylko o sposób z nich korzystania ale analiza i interpretacja tekstu to juz chyba wymaga wyższego rzędu umiejętności i myślenia niźli tylko tego konkretno-obrazowego (a poza tym jeśli zawsze super poważnie traktujesz to co tu piszę żąrtem to polecam głęboką refleksję ) 🙂
    miłego dnia

    Polubienie

  5. Mario – kolego mój podstwawówkowy – cieszę się jak nie wiem co, że Cię tu widzę i mam nadzieję, że będziesz moim gościem a co do spotkania to powiedz tylko kiedy – przybędę ;))

    Polubienie

Dodaj komentarz