Czasami człowiek musi…

Pójść do fryzjera. Muszę w trybie pilnym, bo jakoś tak zarosłam niekontrolowanie i sobie hery spodniami przycinam. Tak, tak – to wcale nie jest śmieszne, zwłaszcza, że kota mam coraz cięższego a moje włosy gdy śpię to wspaniałe legowisko. Zbieram się do tego jakbym chciała i nie mogła już od jakiegoś czasu ale w końcu się zbiorę i pójdę. Jeszcze nie wiem jak się zmienię tym razem – czy zetnę chwasty całkiem czy tylko troszkę – ale zmienię się na pewno. Na głowie miałam juz wszystko co tylko w kwestii upierzenia mieć można – były dready, krótkie ala jeżopunk, pośrednie, długie, potem znowu krótkie na 2-3 cm, i znowu długie, malowane na niebiesko plakatówką, zaplatane w setki mikrowarkoczyków, z wplecionymi kolorowymi nićmi i okręcane w pęczki za pomocą muliny. Jednym słowem – sajgon. Nie były tylko nigdy farbowane ani trwale ondulowane, bo do tego typu form fryzjerskiej rozrywki jakoś nie mam przekonania. Nie widzę się jakoś w burzy rudych loczków i sądzę, że przypominałabym raczej terriera lub cocker-spaniela niż osobnika ludzkiego płci żeńskiej. Są proste jak druty w kolorze blond i niech tak zostanie. Zresztą barwa i tak sama mi sie zmienia co parę miesięcy – po lecie są bardzo jasne z prawie białymi od słońca kosmykami, po zimie zaś – bardziej popielate. Natura to w sumie nieźle wszystko wymyśliła sama więc jej pomagać nie będę. Ale i tak pójść do salonu fryzjerskiego muszę. Ostatnio jak byłam, to pewnien pan – mistrzem grzebienia i nożyczek się po ścianach tytułujący – namawiał mnie usilnie na bardzo krótkie cięcie a to dlatego, że chciał zrobić peruczki. O nie! Żadna obca lafirynda nie będzie sobie moich kudłów nosić. A jak sie wkurzę to poradzę sobie sama… trymerem w łazience 😉

18 uwag do wpisu “Czasami człowiek musi…

  1. a tak w ogole bike, to ty jak ten pies ogrodnika, sama nie chcesz i komu nie dasz;-) Bo mi by sie przydaly twoje wlosy; moje prywatne rosnac nie chca, wygladaja jakby je azor wyryzl-niesprawiedliwa ta natura.. Pomysl o tem, obiecuje, ze bedem nosic z godnosciom;-))

    Polubienie

  2. z tymi radykalnymi – mniej lub bardziej – zmianami na łepetynie to jest tak, że… fajnie o nich marzyć przez trzy dni z rzędu, umówić się na wizytę do fryzjera, po czym pomyslec: a właściwie po kiego czorta?!
    … i tak co jakiś czas;)

    Polubienie

  3. Bajka znam bardzo dobry zakład fryzjerski. Sama nie chodzę, bo wiesz… a w ostateczności, jeśli najdzie Cię ochota możesz ostrzyc się u mnie. Na razie tylko jedna osoba była niezadowolona, a przez moje ręce wiele włosów się przewinęło. 🙂

    Polubienie

Dodaj komentarz