Nie ma tego złego…

Wczoraj nic nie napisałam ale bynajmniej nie z powodu opuszczającego mnie literackiego geniuszu lecz wyjątkowo z całkiem niezależnego ode mnie powodu. W miejscu gdzie pracuję podłożono bombę. Ktoś zadzwonił rano i poinformował ochronę, że na terenie budynku znajduje się materiał wybuchowy. Ewakuowali nas na zewnatrz i kazali czekac pod budynkiem co według mnie było koszmarnym przejawem bezdennej głupoty, ponieważ w razie ewentualnej eksplozji bylibyśmy w polu rażenia bardziej niż kurczę pieczone w piekarniku. Ale to Polska jest i logiczne myślenie wybitnie nie jest tu w modzie. Jako poczuwająca się do obrony inteligencji praktycznej jednostka wybitnie społeczna udałam się do szefa i poinformowałam go, że nie wiem jak On ale ja idę do pobliskiej knajpy, żeby w bezpiecznej odległości poczekać, paniki nie siać i na deszczu (co się rozpadał na złość chyba, że wszyscy wylegli przed budynek) nie moknąć jak kretyn oraz, że dam mu swój numer telefonu celem poinformowania mnie o jakiejkolwiek zmianie naszej podłej (bo na górze zostały nasze drygie śniadania) sytuacji. Szef popatrzył na mnie rozumnie, telefon zapisał i zezwolił na samowolne oddalenie się, Razem ze mną oddaliły się jeszcze dwie koleżanki i dwóch kolegów. Wybraliśmy się do Redakcji, gdzie sącząc drinki (jeszcze o 13 nie piłam) i chwaląc telefonicznego żartownisia (bo laba w pracy i to na życzenie szefa zdarza się chyba nieczęsto), integrowaliśmy się zaciekle. Była Tequilla i Sex on The Bitch, jednym słowem – milusio. O 15 z vatem zadzwonił mój telefon. Szef! A ja już głosik mam wesolutki! Skupiłam się w sobie i wydobyłam z siebie najbardziej poważne rzężenie na jakie było mnie stać. Na szczęście nie musieliśmy wracać zum arbeit tylko spokojnie udać się do domu, bo biuro nie będzie już dziś czynne. Przyjęliśmy tę nowinę z nieukrywaną radością bo mało komu się oczka nie świeciły i posiedzieliśmy jeszcze czas jakiś. Hulanka w godzinach pracy? Czemu nie. O 16.45 zebraliśmy się do wyjścia, żeby naturalnie wyglądało i udaliśmy się każde w swoim kierunku. No cóż, kolejny pracowity dzionek… Hik!

10 uwag do wpisu “Nie ma tego złego…

  1. nooo, ladnie sie kolezanka prowadzi! a nikt kolezance nie mowil, ze prawdziwa dama do popoludnia poznego to tylko likiery ziolowe? pozniej zreszta tez…ewentualnie kropelka wina do obiadu..;-)PP

    Polubienie

  2. nie odliczą bo niby dlaczego – my byliśmy zwarci i gotowi i w dodatku w godzinach pracy cały czas bylismy w pobliżu na wypadek gdyby a ze przez stres trzeba bylo sie napic to insza inszosc

    Polubienie

  3. Na jakoś bombek nie podkładają… Ale sukcesywnie mając do pracy na 9:00 wychodzę z domu o 9:15 i jakoś pokonuję ten 40-kilometrowy odcinek:))) Dzis padł absolutny rekord – dotarłem do firmy ca. 12:35:)))

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s