Lubię teatr i lubię taniec a zwłaszcza gdy mam na to czas. Wiem, że to kiepska wymówka, ale pracować też trzeba a jak się pracuje do 18 najmarniej (a do teatru w sztruksach nie chadzam, zatem przebrać by się wypadało a to zajmuje chwilkę zwłaszcza u kobiety – no bo jak się przebrać to najpierw odświeżyć a i make-up jakiś wypadałoby przyodziać albo inny tynk), to we wszystkich galeriach, wystawach, spektaklach, przedstawieniach mogę tylko klamkę pocałować i to z łaski pana ochroniarza o fizjonomii Arnoldzika pod koniec Terminatora. Zostaja tylko wieczorne seanse, które albo kosztują majątek, albo biletów dostać nie sposób, albo kończą się w noc ciemną i głuchą a potem piechotką do domciu zasuwać – o nie to ja podziękuję i pozostanę nieukulturalniona ale za to świeża i wypoczęta. Tak sobie myślałam, ze smutkiem niejakim, aż tu nagle wygrałam dwa bilety z Aktiviście na Międzynarodowy Festiwal Tańca Współczesnego Ciało-Umysł. Ucieszyłam się jak diabli, bo bileciki piechotą nie chodzą, a że nigdy nie byłam na niczym co z tańcem współczesnym ma związek większy niż kulawo podrygujący bez ładu i składu tłumek różnej maści w klubie studenckim Park, to tym bardziej postanowiłam się wybrać. Bileciki wygrałam w poniedziałek a spektakl był 26 czyli wczoraj. Poszłam sobie najpierw z Basią do KFC, bo trzeba się trochę dożywić w kurczakowni, co by nam w brzuchach nie burczało i ochoczo podreptałyśmy (co by spalić to co wchłonęłyśmy) na Aleje Ujazdowskie 6 (tak stało czarno na żółtym bilecie). Po drodze podniecałyśmy się jak dzikie chomiki sucharami na widok pięknych drzew i zdobień budynków i na pięć minut przed czasem byłyśmy przy numerze 6a… tylko, że to nie wyglądało na Centrum Sztuki Współczesnej. Wreszcie dotarłyśmy, uciekająć przez deszczem i spóźnione 10 minut, dzikim truchtem na Agrykolę – nie mam pojęcia czemu wcześniej nie skojarzyłyśmy, że to tam, chyba jakies zaćmienie było – przy okazji myląc prawą stronę z lewą ale to standard. Na szczęście maruderów nam podobnych było więcej i jeszcze nie wszyscy przybyli – ufff, nie lubię się spóźniać ale jak już się zdarzy to nie ma nic gorszego niż spóźnić sie samotnie – z kimś zawsze raźniej znosić te pogardliwo-znuzone spojrzenia snobistycznych bubków, ucharakteryzowanych na wczesnorenesansowe zombie, jakich zawsze pełno na tego typu imprezach. Po ciemku dotarłyśmy do sali Laboratotium (równie ciemnej). Salka mała, kameralna, duszna jak wszyscy diabli po maratonie na 1200 metrów, ludzi komplet i my – zadowolone i szczęśliwe, że wreszcie udało nam się tu dostać. Zdążyłyśmy tylko rezolutnie zauważyć, że w razie jeśli nam się nie spodoba, nie mamy nawet jak uciec (bo musiałybyśmy przejść wszystkim przed nosami) i „Prawdopodobieństwo” (bo tak to się zowie) wystartowało. Było to przedstawienie Thomasa Hauerta i jego ZOO Company. Rozbłysnął reflektor pośrodku sceny oświetlając kłębiącą się we wszystkich kierunkach masę na kolorowej macie w paski – subtelne – myślę sobie, bo wszystko działo się w kopmletnej ciszy. Słyszałam jak przełyka facet pod ścianą. Po chwili zobaczyłam w tej masie ludzi – 2 laski i 3 facetów – wszyscy w jasnych sukienusiach w stylu koszuli nocnej prabaci Józefy… hmmm… spojrzałyśmy na siebie i bezgłośnie stwierdziłyśmy „Oni chyba nie są zupełnie normalni” ale nic, oglądamy dalej. Wygibasy 5 kretynów na macie przy akompaniamecie naszych soków trawiennych – czarujące. Kiedy już traciłyśmy nadzieję, że coś ulegnie zmianie, rozległ się piękny kobiecy głos, śpiewający coś bardzo pięknie po hiszpańsku chyba i… wtedy się zaczęło – taniec. Oglądałam to wszystko z coraz większym zdumieniem, że człowiek może być tak bardzo gibki i giętki, że można tak pięknie tańczyc i mieć taki piękny głos (tak myślę, że to ich głosy) i w ogóle, że byłabym głupia gdybym na to nie przyszła (a i taki pomysł przemknął na m przez głowy gdy szukałyśmy CSW). Aktorzy-tancerze na przemian to tańczyli to chodzili to gięli się we wszystkich kierunkach poświewując od czasu do czasu a wszystko, każdy najdrobniejszy ruch, było tak cudnie dopracowane, że chwilami zastanawiałyśmy się czy oni nie improwizują. Półtorej godziny – widać było ogromny wysiłek, słychać było ich ciężkie oddechy ale spektakl – początkowo nudny – stworzył niesamowitą atmosferę. Cieszę się, że tam byłam i choć stwierdziłyśmy obie z Basią, że tylko my chyba byłysmy tam normalne (bo cała reszta to albo dziwnie ubrani i zachowujący sie ludzie albo lesbijki no może poza tym jednym długowłosym kolesiem obok Basi i drugim z czaderskim aparatem fotograficznym wielkości lunety) byłyśmy bardzo zadowolone z tego wieczoru. Przy okazji ustaliłyśmy, że najbardziej z tancerzy podobała nam się mała czarna anorektyczka bez kości (chyba z gumy była) i blondynek o piekielnie przystojnym usmiechu i białych majtkach. Postanowiłam się więc odchamiać dalej. Ona też. A wracając do domu miałam ochotę potańczyc trochę w metrze – to by się ludzie ucieszyli – ale odstapiłam od tego niecnego planu, bo wolałam wrócić do domu bez zdiagnozowanej schizofrenii – nie jestem jeszcze gotowa by poznać prawdę 😉
polecam odchamianie sie w towarzystwie znakomitych Galów :)))) a nie jakichś tam blondasków o debilnych uśmiechach :D:D::D
PolubieniePolubienie
Oj dzialo sie dzialo na tej scenie i zdecydowanie lepiej patrzylo sie na bose ciala niz na te „Parkowe” Ludki!!!
To bylam ja! – B… ;)))
PolubieniePolubienie
Ja tam, kurka bela wolę się o dochamić oglądając „Klan”. Teraz lecą w TVP1 aż trzy odcinki na raz!!! Wiwat Lubicze!!!
PolubieniePolubienie
o Bosz…
PolubieniePolubienie
Też byłem, hmm… no i z aparatem… duuuuzym…
PolubieniePolubienie
hmmm… a z jak dużym??
PolubieniePolubienie
tamten byl na serio duzu duzy i nie wmawial nikomu ze odleglosc miedzy kciukiem a palcem wskazujacym to 25 cm 😉
PolubieniePolubienie
Tam byl tylko jeden aparat… hihihi ;))) i mial taaaaaaaaaaaaaaki obiektyw!!
PolubieniePolubienie
eee to nie ja, jestem Bartosz z Wlkp i spędziłem dwa dni w Wa-wce. Aparacik mam taki sobie, nie za duży nie za mały
PolubieniePolubienie
takie tez znajduja swoich amatorow ;))
PolubieniePolubienie
Tak jak mowisz Bike!! tak jak mowisz…
B! ja tam lubie aparaciki… nawet ostatnio zakupilam taki jeden fajny… :)))
PolubieniePolubienie