Bo cóż innego przygnałoby mnie tu o tak barbarzyńskiej porze. Przewracam się w łóżku od drugiej z minutami. Efekt tego taki, że obudziłam PanKota i przyszedł mi mruczeć prosto w małżowinę. Czyli po spaniu.
Chyba za dużo myśli. Albo problemów. Albo sama nie wiem czego.
Próbowałam książki ale na żadnej nie mogłam się skupić. Zrobiłam więc wreszcie porządek na skrzynce e-mailowej. Czego tam nie było! Gdybym miała penisa, mogłabym go zapewne nie tylko powiększyć, nadać mu imię, wykupić miejsce na kosmiczną podróż, ale i kazać skomponować operę na jego cześć, a może – kto wie – nawet przystroić na Boże Narodzenie. Chociaż, nie wiedzieć czemu, bardziej ów narząd mi się kojarzy z Wielkanocą 😉
W związku ze stadem powiadomień wszelakich, weszłam na swój profil na takiej jednej durnej stronie. Nie wiem czemu on tam nadal wisi, ale czasem raz na pół roku tam zajrzę, obśmieję się jak norka z niektórych wiadomości i mam spokój, bo przez najbliższe miesiące nawet nie przyjdzie mi do głowy, bo zrobić to ponownie. Nie przewidziałam jednak, że tam widać tę moją nocną aktywność jak na dłoni.
Ostatnio zalogowani: ja. Świetnie.
Od razu dostałam sześć wiadomości, z czego dwie pragnęły nie zaciągnąć do łóżka od razu, a trzecia dopiero za tydzień, bo wtedy nie ma żony. Wrrrrr. Potem tekst: "Witaj niedopieszczona koleżanko". Umarłam doprawdy. Doprecyzujmy – nie jest to strona o charakterze erotycznym. Po tym wszystkim zwyczajna wiadomość "czemu nie śpisz?" wydała mi się tak normalna, że aż chciałam odpisać.
Tylko czemu ja właściwie nie śpię? Dobre pytanie. Właściwie to nie wiem. Tak wyszło.
Rozmowa z całkowicie obcym człowiekiem w środku nocy o pierdołach, ciepłym mleku z miodem albo rowerze jako sposobach na sen, rozumieniu jednego z kawałków Miecia Szcześniaka i zabieganych dniach, gdy o dwudziestej drugiej je się śniadanie, albo o własnoręcznym komplikowaniu sobie życia bardziej niż trzeba bywa naprawdę kojąca. Prawdopodobnie nigdy już do siebie nie napiszemy, ale niemniej jednak jest to pewnego rodzaju fenomen, że potrzebujemy czasem pustego okienka, w którym możemy wstukać trochę ciągów znaków z klawiatury i wcisnąć enter ze świadomością, że po drugiej stronie ekranu jest druga para oczu a im bardziej obca, tym czasami lepiej.
Jasne, że wiem na czym to polega, że z osobą, której nie znamy łatwiej o tych pierdołach a o nie-pierdołach obiektywnie bardziej i ogólnie można się w każdej chwili odciąć bo przecież poza aktualnym użytkowaniem tego samego serwisu nic nas nie łączy. Nigdy nie przestanie mnie to jednak zadziwiać.