Odbywamy fascynującą podróż autobusem linii Z-1. Linia jest zastępcza, w zamian za unieczynnienie na tej trasie dotychczas działających nań tramwajów, przyjeżdża z nielicznym tylko znaną częstotliwością, która całkowicie różni się od przedstawionej w formie papierowej na przystanku i w związku z powyższym ludzie gromadzą się w pojazdach tej linii tłumnie i z wyraźnym wkurwem.
Lokator szczebiocze o poranku. Że drzewka są zielone, a słonko żółte i tu czerwony samochód, i jeszcze trzy, a tam idzie Pan i Pani i piesek mały i duży. Wstrząsające. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt permanentnego niewyspania lokatorkiej rodzicielki, czyli mnie.
Pan Z Lewej zionie szczypiorem, Pani Z Prawej ciamka gumę jednocześnie obdzielając współpodróżujących rześkim techno_łomotem dobywającym się z słuchawek jej discmana, z przodu młodzież gimnazjalna usiłuje wybekać alfabet na czas.
Generalnie malowniczo.
Kiedy Młody był jeszcze bardzo młody, dość długo nie chciało mu się z nikim rozmawiać. Nawet zastanawiałam się, że czeka na brak kompotu, czy też powinnam zacząć się martwić. Zanim jednak zaczęłam, on również zaczął… mówić. W chwili obecnej wiele bym dała za chwilę ciszy, albowiem paszcza zamyka mu się jedynie na sen, a to i tak z rzadka.
Teraz referuje mi ważki problem braku odpowiedniej roli w przedszkolnym przedstawieniu z okazji Dnia Matki, do którego to Ciotki Etatowe usiłują okiełznać i przyuczyć dostępnych Małoletnich. Lokator dotychczas miał być zajączkiem ale zdecydowanie woli bardziej spektakularne popisy.
– Mamo, wierszyk powiem, o! – błysnął pomysłem Igor
– Wierszyk? A znasz jakiś? – zainteresowałam się
– Duuużo znam. – prychnął Młody i umęczonym wzrokiem niespełnionego twórcy powiódł po bliższej okolicy
– No to powiedz mi, chętnie posłucham. – oznajmiłam oczekująć Oli, która poszła do przedszkola albo Murzynka Bambo
Tu Lokator długo i mozolnie zbiera się w sobie, przyjmuje poważną minę i z namaszczeniem poprawia sztruksową bluzo-marynarkę… w końcu recytuje:
– To nie sztuka puścić pruka! – wyparował Lokator ze swadą
Purpura – moja. Kurtyna – wyimaginowana. Oklaski – reszty świata.