Meczyk był

Matka dzieciom po harataniu w gałę jest lekko nietomna i rozwichrzona, a o namalowaniu sobie oczu dziś zapomniała. Reszty nie maluje, bo nie umie i nie lubi.

Bycie rodzicem piłkarza jednak zobowiązuje, więc nie marudzi, tylko nadal poszukując oddechu pozuje Synowi, któren zapragnął ją natentychmiast uwiecznić.

Tu na tle ukochanej czarnej tapety w przedpokoju.

image

Profilaktyka

Młoda występuje dziś odziana w przecudnej urody sukienkę z falbankami.
Książę Małżonek komentuje:

– Tylko mi chłopów żadnych nie podrywać, bo RMNP!!
– RMNP? – dziwi się Igor
– Rodzona Matka Nie Pozna.

🙂

Koleje inspirują

Dworzec Zachodni w Warszawie stanowi cudowne źródło moich rozmaitych codziennych zdumień i zadziwień.

Dzisiejszego ranka na ten przykład przez peron drugi szły przede mną oszałamiające wręcz buty.

Miały kilkunastocentymetrowe obcasy, dużo dżetów, dużo kryształków, bardzo dużo cekinów i jeszcze do tego ćwieki. Oraz były w mocnym odcieniu różu pod tytułem „jeśli nas nie widzisz, musisz być bardzo martwym kretem”. Brakowało mi tylko choinkowych lampek i pozytywki wygrywającej Elvisa.

Z butów wystawała ciemnowłosa wielbicielka solarium i tipsów o długości uniemożliwiającej moim zdaniem normalne funkcjonowanie. Tyle mogłam zobaczyć z mojej perspektywy.

Bardzo gorąco chciałam uwiecznić tę przecudnej urody parę moim aparatem w telefonie, niestety zanim znalazłam go w torbie (zawsze na dnie, zawsze złośliwie na dnie), buty wraz z właścicielką postukały na schodach i bezpowrotnie znikły mi z pola widzenia.

Oszołomienie pozostało ze mną jeszcze przez kilka godzin.

Ubezpieczony

– Janku, czy masz w przedszkolu narzeczoną? – zapytała Miła Ciocia.
– Dwie mam – odparł z dumą Jan, znany na dzielni amant i łamacz serc niewieścich.
– Dwie? – zdziwiłyśmy się obie.
– Bo jak nie ma Majeczki to tańczę z Dagmarą – odrzekł niewzruszony Jan i nasunął na czoło czerwony kapelutek, gdyż słońce świeciło mu prosto w wielkie niebieskie oczy z długą firaną rzęs, których zazdrości Mu własna matka.

No tak.
Logiczne.

Puzzle w kątku

– Pani Syn jest bardzo niegrzeczny! – powitała mnie na szkolnym parkingu Pani Od Angielskiego.
– Dzień dobry – powiedziałam, gdyż tak mnie nauczono – Czy Igor Panią obraził? – zaniepokoiłam się.
– Nie. Ale nie uważa na lekcjach, kręci się i rozmawia, albo patrzy się w okno, albo wychodzi do toalety, nie wykonuje poleceń! – wyliczyła Pani Od Angielskiego na jednym oddechu.
Patrzy w okno, bez się – pomyślałam.
Może się nudzi? – zauważyłam odkrywczo.
– Ależ proszę Pani! To jest szkoła a nie plac zabaw! – zawrzała klikając po raz trzeci centralnym zamkiem swojego wielkiego terenowego i wywalonego w kosmos auta.
– A to jest zdaje się Pani praca, a nie wolontariat – wycedziłam uprzejmym acz drewnianym tonem i przywołałam na oblicze najłagodniejsze spojrzenie Jelonka Bambi.
– Widzę, że nie zależy Pani żeby dziecko nauczyło się języka! – prychnęła oburzeniem Pani Od Angielskiego.
– Myli się Pani, bardzo mi zależy – odparłam – Dlatego Igor chodzi na dodatkowe zajęcia do Pana X. I tam o dziwo uważa, a nauczyciel bardzo go chwali.

Pani Od Angielskiego utkwiła we mnie wzrok Bazyliszka, cmoknęła zębem i sobie poszła. Na szczęście mam wrodzoną odporność na wrogie spojrzenia ludzi wydających kupę kasy na samochód i pozostawiających tenże całkowicie otwartym na kilka godzin.

Wszyscy rodzice narzekają na tę nauczycielkę. Wszyscy mają bardzo niegrzeczne dzieci. Nasze dzieci nie siedzą bowiem w kątku i nie układają w absolutnej ciszy puzzli z tysiąca elementów. Nasze dzieci są po prostu dziećmi. A oceny mają dobre, więc chyba jednak coś, poza patrzeniem w okno, jeszcze robią.

Cele wyższe i niższe

Nieogar afgański we własnym domu.

Daj facetowi dwie paczki do wysłania pocztą, napisz na nich dane adresowe, żeby Mu się nie pomyliło. Uciesz się, że nie zapomniał i wyraźnie wypisał pocztowe winietki. Pochwal bardzo, bo dobrze wiesz, że grafik ma napięty jak sąsiadka w rozmiarze XL dżinsy w rozmiarze S i specjalnie dla Ciebie pojechał na pocztę, a było wybitnie nie po drodze i w niedoczasie.

Po kilku dniach nie zrób głupiej miny, gdy zgłasza się do Ciebie Znajoma A, która otrzymała paczkę Znajomej S.

Z plusów – przynajmniej wiadomo gdzie jest paczka Znajomej A.

Na szczęście dziewczyny są w porządku i przekażą sobie przesyłki. W końcu napisałam na nich adresy, więc dobrze widać. Pomimo zmienionych winiet.

Boże, spuść nogę i kopnij.

Książę Małżonek jest absolutnie boską istotą, która jest stworzona do celów wyższych, niż wysyłka paczek na poczcie. Na poczcie, jak wiadomo, przebywają głównie emeryci, renciści oraz inni frustraci, którzy napawają się marudzeniem w ogonku i napieprzaniem stempli. Książę Małżonek fantastycznie radzi sobie z dziećmi, albo z mieszkaniem, tylko nie łącznie. Jest bardzo silne albo-albo. Zrobi obiad, od czasu do czasu posprząta mieszkanie, umyje okna i nawet kupi kwiaty „z tej drogiej kwiaciarni”. Albo poleje mi cydru i przykryje mnie kocem, gdy się zdrzemnę na kanapie. Pod warunkiem, że akurat nie robi tysiąca kilometrów na jakiejś trasie.

Jednakowoż zakupy, poczta, lekcje, wyrastanie z ubrań, butów, plecaków, papierniczo-artystyczne zapotrzebowania, godziny zajęć dzieci, zebrania i planowanie przestrzenne wizyt lekarskich w siatce rodziny wielodzietnej, to są cele, z którymi z różnych powodów lepiej radzę sobie ja. Możemy umownie nazwać je niższymi. W końcu mam tylko 168 cm ale to rano i gdy akurat połknę kij od mopa.

Piekarnia pod kaprawym oczkiem przedstawia

Bułeczki maślano-jogurtowe mają to do siebie, że strrraaasznie długo trzeba czekać, aż wystygną.
No, ale zawsze można co minutę pytać, czy już i zaklinać je spojrzeniem.

image

image

image

Na dwanaście bułeczek potrzeba:

22,5dkg mąki (ja używam 650, więc są dość ciemne, na 500-550 będą jaśniejsze),
łyżeczki sody,
szczypty soli,
2,5 łyżki masła (zimnego),
200ml jogurtu naturalnego lub maślanki,
jajka,
garści rodzynek.

Mąkę z sodą i solą ładuję do miski, ścieram na grubych oczkach masło, mieszam energicznie aż powstaną zacierki, w dołek wlewam jogurt i rodzynki, szybko zagniatam ciasto, formuję kulki, wykładam na blaszkę na oprószony mąką papier do pieczenia, smaruję rozbełtanym jajkiem i piekę 15-20 minut w 220 stopniach.

Jeśli damy ciut więcej soli i nie dodamy rodzynek a oliwki, albo suszone pomidory, wyjdzie nam fajny dodatek do serów, wina, czy piwa.

Dzisiejsza porcja zniknęła w sześć minut.

Komunikacja miejska pany

Matka dzieciom ma dziś wychodne. W związku z powyższym porzuca nielaty – dość lekko, przyznaję – i Księcia Małżonka, skazuje na pastwę braku jednej sztuki w stadzie i w te pędy czmycha na imprezę. Zanim się ktoś zorientuje i rozryczy, porzyga, rzuci się do pustej wanny na główkę, albo w inny sposób zamanifestuje swój sprzeciw.

– Może weź auto – pada z boku.
– Żartujesz?! – prycham z oburzeniem.

No. To idę kręcić rajstopy i wbijać się w loki. Albo jakoś tak.

Spożywczak

Kiedy miła pogawędka o sadzonkach i nawozie do iglaków z sąsiadem w sklepie zamienia się w wymowne milczenie i oburz z jego strony?

Kiedy wykładamy zakupy.

U mnie warzywa, owoce, nabiał, mięso, pieczywo i Wyborcza. Plus batonik. Ciii.

U niego Nasz Dziennik i czteropak piwa.

Przyjemny zestaw o poranku 😉