Z chomikiem o kolorach

Byłam na kontroli. Wszystko jest tak jak być miało.

Podsumowując:

1. Wyglądam jak klasyczna ofiara przemocy a Książę Małżonek boi się, że pójdę gdzieś i zrobię obdukcję, by go potem szantażować i kazać mu oglądać ze sobą „Chirurgów”. Dziś kazał mi zabrać ze sobą wypis ze szpitala, bo nikt mu nie uwierzy, że to nie jego sprawka. Z tą obdukcją kuszące. Mam kilka pomysłów.

2. Sińce na szyi nie świadczą o duszeniu podczas operacji i przyciskaniu krtani butem przez wściekłego anestezjologa, a o normalnej reakcji organizmu na zastosowane nacięcia, techniki i inne szarpania.

3. Nie chcę wiedzieć jakie reakcje wykraczają poza normalne. Przemiana w wilkołaka? Wyobraziłam sobie depilację woskiem i od razu mi lepiej.

4. Gardło może mnie tak wściekle boleć jeszcze przez dwa tygodnie – podobno to od intubacji. Trzeba się uzbroić w cierpliwość i mało mówić. Mogę zostać mniszką. Albo mniszkiem. Lekarskim. On nie musi przełykać.

5. Oszczędzać się, odpoczywać, nie dźwigać, nie męczyć się, nie schylać. Lewitować. Przy trójce dzieci. Nic prostszego. Wystarczy paralizator.

6. Osiągnąć absolut i wmówić sobie, że wcale nie marzę o normalnym posiłku. Oraz wcale nie czuję, że jeszcze jeden jogurcik oraz cienka herbatka przez słomkę a palnę sobie w łeb. Żelowym okładem z zamrażalnika.

7. Pod koniec przyszłego tygodnia zdjęcie szwów. 4 maja kolejna kontrola z tomografią. Tymczasem pielęgnuję przyjaźń z Ketonalem. Kolor niebieski to aktualnie mój ulubiony.

Krótka notka antykoncepcyjna bez recepty

Czy dziecko musi w nocy przyjść do łóżka i uwalić swoje 17 kg akurat NA TOBIE?

Oczywiście możesz się ruszyć. I je obudzić. Hahaha. Masz wtedy godzinę daremnego usypiania przedszkolaka gratis. Następnie i tak lądujesz na podłodze, cedząc przez zęby bajeczkę albo układając puzzle z Bobem Budowniczym po raz 2748532. Bo przecież lepiej żeby pozostała dwójka dzieci jednak nie dołączyła do upiornego zestawu. Spokojnie czekasz na godzinę otwarcia przedszkola. Walczysz z przemożną chęcią pozostawienia potomka natentychmiast pod zamkniętą furtką. Sama ta wizja trochę poprawia Ci nastrój.

Czy dziecko musi zsikać się o piątej zero trzy dokładnie po TWOJEJ stronie łóżka, choć to dziecko przecież NIGDY nie miało z tym kłopotu?

Normalnie mogłabyś wstać dwie godziny później i w suchej koszulce. Oraz WYSPANA. (To takie dziwne słowo. Niby wiesz, że istnieje, pamiętasz jeszcze ten stan jak przez mgłę.)

Ale przecież prysznic w akompaniamencie buczenia uroczej dwójki spod drzwi i dwa cykle prania o brzasku to taki ożywczy akcent.

No i właściwie już trzeba budzić delikwenta numer trzy do szkoły.

Żeszwdupęrabatkimotykąkopanemać!

Kolejny dzień

Nie powiem, że jest różowo, bo nie jest i to bardzo, ale mam nadzieję na poprawę i tej poprawy kontynuację. Tej nadziei się trzymam i zamierzam być twarda jak bułki, które zastałam na blacie w kuchni po powrocie ze szpitala. Bułki były naprawdę pancerne i jedną postanowiłam zachować sobie na później do torebki w celach obronnych. Książę Małżonek potrafi wyhodować broń biologiczną z pozostawionych torebek herbaty a co dopiero z bułki. Gdybym mu zostawiła krakowską podsuszaną, wydziergałby bazukę. Zdolny taki.

Na razie funkcjonuję sobie w domu w systemie przystankowym, czyli od tabletki do tabletki i zastanawiam się czy wszystko da się zmiksować i wciągnąć przez słomkę.

Gdyż albowiem najchętniej zjadłabym wszystko co twarde, chrupkie i pyszne a mam przed sobą dwa miesiące diety płynnej lub ewentualnie półpłynnej.

Z rzeczy dziwnych i trudnych do uświadomienia – nie mam czucia w brodzie i dolnej wardze. Podobno trzeba poczekać kilka tygodni i powinno wrócić. Jestem bardzo przywiązana do tego powinno. Jedzenie zupy w tych okolicznościach to doprawdy wielka przygoda. Trafi – nie trafi. Emocje jak na rybach.

Dzieci trochę zdezorientowane ale szybko się odnalazły. Igo tylko raz mnie zapytał, czy ktoś mnie pobił i ma oddać. Potem już tylko rzucał współczujące spojrzenia, gdy wszyscy jedli paluszki rybne a ja mdłe purre z ziemniaka z rozgotowaną marchwią. Janek nie bardzo chce zrezygnować ze spontanicznego rzucania mi się na szyję, ale pracujemy nad tym i chwilowo rzuca się po rodzinie. Lena bardziej jest zainteresowana zimnymi okładami niż tym co pod spodem, czyli matką. Cóż, życie. Matkę już zna.

Książę Małżonek przejęty i dzielnie donosi picie, kocyk, leki oraz stara się ograniczać ingerencję potomstwa w resztki mojego samopoczucia.

Żeby było bardziej interesująco i czarownie, unikając infekcji, gdzieś podłapałam anginę. Nie napiszę co mi się ciśnie pod palce, bo to same brzydkie wyrazy. Czuję się jak słabo rozgarnięta kupka nieszczęścia a wyglądam jak popiersie Bolesława Chrobrego w moim liceum. Wyglądał jakby miał bardzo rozwinięte wole młodzieńcze plus był nieco siny, jak to kamienne popiersia patronów szkół.

Z nowin z gatunku „to już” Lena dziś przywitała braci stojąc przy kanapie. Sama, na własnych nogach i z bardzo zdumioną matką obok. To to miało być to opóźnione dziecko? Pfff. Raczkuje jak mały odrzutowiec, dźwięk uchylanych drzwiczek od szafki z mąką i kaszami daje jej trzy sekundy do setki, a na drobne klocki Lego, pozostawione przez chłopców na moment, którymi z radością i wdziękiem chce się zadławić, rzuca się jak rekin na ławicę tłustych rybek.

Za chwilę będzie chodzić i wtedy dopiero zobaczymy co potrafi. Ziemio drżyj.

Już po

Już po operacji.

Bardzo dziękuję za wszystkie kciuki. Teraz jestem bardzo cierpiącym chomikiem. Takim świeżo po walce bokserskiej.

Czas sponsoruje mi literka d jak dolargan i po nim jest prawie cool. Prawie.

Będę postulować by do domu wypuścili mnie z przemiłą Panią Marzenką i jej cudowną szafką na kluczyk.

Randka z anestezjologiem

No to pojechalim.
Oczywiście mam wizję, że zapomniałam czegoś bardzo ważnego, bez czego nie przeżyję najbliższej doby. Niestety póki co nie mam pojęcia czego. Obieraczka do jarzyn? Suszarka do sałaty? Widelczyk do tortu? Nie, to chyba nie to.

Dzieciom zapowiedziałam, że jak będą dokuczać tacie, to jak wrócę ze szpitala ogłoszę im stan wojenny i do osiemnastki po zmroku będą zaokrętowane w pokoju a każdy ich ruch będzie odnotowany przez specjalną komisję złożoną ze mnie i moich organów. Wszystkich. A mam ich jeszcze bardzo dużo. Taka nerka zwłaszcza potrafi być bezlitosna.

Śniło mi się, że byłam na proszonej kolacji w jakimś pałacu w stylu marmury, złote klamki i majordomus w liberii (aczkolwiek skarpetki miał w panterkę, więc figlarz). No to ja oczywiście mówię do niego: Marian, tu jest jakby luksusowo! Ale nie podchwycił (więc może jednak to jedyne czyste jakie znalazł).

Zasiadłam za stołem długim jak miesiąc dzień po wypłacie, przede mną kandelabr, po drugiej stronie nadgryziona zębem czasu staruszka. I podszedł kelner a ja zamówiłam Flauberta. W sosie.

No wybacz Gustaw, nie mam pojęcia dlaczego akurat Ciebie. Od jakiegoś czasu jakby nie żyjesz.

Najwyraźniej słabo znoszę konieczność pozostania na czczo i bez popitki przez tyle godzin.

Tyle. Na Siekierkowskim korek. Ale przynajmniej nic nie płonie.

Jan widzi, Jan upomina

Dziś pod przedszkolem Pan wprowadzający psa zamierzał niepostrzeżenie ulotnić się, pozostawiając pewien dowód rzeczowy istnienia pupila na końcu smyczy.

Nie z nami jednak te numery.

– Ten pies zrobił kupę!! – gromko zawołał Jan Spostrzegawczy, a głos jego tubalny rozległ się po całej ulicy i echem odbiły od zaparkowanych sznurkiem aut.

Pan poczerwieniał w uszach. Reszty nie widziałam, gdyż szliśmy na nim. Sprawca dowodu rzeczowego raźno zamerdał ogonem.

– Trzeba posprzątać!! – wrzasnął porządniej Jan Przyszły Baryton.

Właściciel smyczy i towarzysz czworonoga niechętnie zatrzymał się, wyjął torebkę foliową i posprzątał po psie. Obrzucił nas przy tym spojrzeniem późnego Stevena Seagala, jakby to właśnie po nas sprzątać musiał. Biedaczek.

– Skoda, simply clever – Jan był już myślami gdzie indziej, gdyż właśnie mijaliśmy nową Skodę, a On jest jak wiadomo koneserem reklam. Oraz samochodów.

Czerwone uszy Pana zamajaczyły jeszcze w oddali i zniknęły za zakrętem. Za nimi merdający ogon. I wąska smużka wkurwu na okropne bachory i ulicę pełną świadków.

Tak Synu. Simply clever.

Pomimo poniedziałku i zaledwie trzech godzin snu dobry nastrój mnie nie opuszcza.

Wiosenne porządki w ogrodzie

W weekend wylegliśmy na świeże powietrze pooddychać wiosną.

Wyzbierać kamienie.
Zagrabić ziemię pod małe drzewka, które będziemy wspólnie sadzić.
Pogadać z Mamutami.

Wygrzewając plecy na słońcu i obserwując jak dzieciarnia drzemie w wózku albo jeździ na rowerach, myślałam o tym, że dobrze jest tu i teraz.

Jeszcze wciąż uczę się cieszyć takimi chwilami, bo częściej zapadają mi w pamięć te gorsze, bo wszystkim daleko, bo znajomi zapominają, bo chyba nie umiem się przypominać. Ale pracuję nad sobą.

Wiosna pomaga.
Dużo dobrych rzeczy do zrobienia.
Na początek pomaluję płot.

Najchętniej walnęłabym majtkowy róż. Mielibyśmy jedyne takie ogrodzenie w okolicy. Ale nie chcę mieć żadnych palpitacji na sumieniu, więc dostosuję się do konwencji i pójdę w czerń.

Po ostatnim malowaniu musiałam tu i ówdzie przystrzyc sobie włosy, bo rozpuszczalnik nie zadziałał, a czarne pasemka na jasnych trochę nie w moim stylu. Zobaczymy jakie ofiary przyniesie tegoroczna akcja. W planach jest czynna pomoc Igora, możliwe więc, że oboje przywitamy jeżyka ala rekrut.

Całuski, cukiereczki, ciasteczka i wagon gruzu

Teściowa rulez. Mistrzyni taktu.

– Jakie Ona ma śliczne usteczka, ta Wasza Lenka! – rozpływa się w zachwytach.
– Po swojej mamusi – rzecze na to Książę Małżonek.
– Eeee – taksuje mnie Babcia Jadzia jak dorodną półtuszę na haku – Chyba nie.
– Po babci tym bardziej – ucięłam krótko, myśląc intensywnie o zakładach kruszywa nieopodal, zupełnie nie wiedzieć czemu – Jeszcze jedno ciasteczko?

Nie wytrzymałam.
Przepraszam.
Ciasteczka nie chciała.

Bardzo zła synowa z czarnym podniebieniem.

O lalce i szczekaniu

Kupiłam Jankowi szmacianą lalkę. Pragnął gorąco. Obnasza z dumą po okolicy.

W drodze do przedszkola z okazji pięknej pogody jedną ręką pcham wózek z Leną, w drugiej dzierżę pulchną łapkę Syna. Trzeciej brakuje mi by otrzeć pot z czoła a czwartą chętnie wsadziłabym burżujsko w kieszeń. W końcu kto bogatemu zabroni.

Wtem zachwycona porażającą zmysły urodą mych dzieci Miła Pani zagadnęła Jana, jak mu na imię i czy siostrzyczka czasem nie będzie płakać, że zabrał jej lalę. Odparł uprzejmie, że Janek i że nie, bo to jego lalka, nie siostrzyczki.

Tu czasoprzestrzeń zakrzywiła się i zaczęła skrzypieć. Stopy rozmówczyni same wykręciły się w drugą stronę i nagle przypomniała sobie o pozostawionym żelazku. Na gazie.

Po minie Miłej Pani wnoszę, że ilekroć nas zobaczy, przeżegna się i przejdzie na drugą stronę ulicy. Odchodząc sarknęła coś o dżenderach i psiej krwi.
Hau!

Brejking njus

Prawdziwa ulga.
Otóż odzyskałam status kobiety bezdzietnej.

Nie jestem matką, mogę robić, co chcę, przeklinać, chodzić nago, pić wino do śniadania, uprawiać seks w każdym pomieszczeniu i o każdej porze oraz spać do 15.40. Mogę również pozostawić na stole gazetę i nikt mi jej nie pognie, nie podrze, nie zaleje, nie narysuje na niej domku, nie powycina samochodzika z samego środka bardzo ciekawego artykułu oraz nie zeżre, by następnie zwrócić.

Właśnie wyczytałam w internetach, że TYLKO poród naturalny jest prawdziwy i upoważnia do tytułu matki. Howgh! Cesarka to trochę jak manikjur hybrydowy najwyraźniej. Bo na pewno na życzenie i dla leniwych krów, które boją się bólu. Krojenie brzucha przecież nie boli bo w znieczuleniu a potem? Potem to już nikogo nie interesuje.

W operacjach żołądka też na pewno na życzenie fajnie jest przy okazji rozciąć klatkę piersiową i zobaczyć czy tam też fajnie się wygląda w środku. Ja bym stała w kolejce. Może w przyszłym tygodniu poproszę o jakieś dodatkowe cięcie na ciele i będę szpanować. W końcu to takie light.

Czyli mam troje dzieci ale nie jestem matką i w ogóle się nie znam?

Cudownie!
W takim razie idę spać!

A te dzieci to nie wiem, przecież skoro nie jestem matką to nie moje. Może niech w zagon kapusty wracają, albo jakoś się upchną kolanem w oknie życia. Bocian raczej się przedźwiga. Dziesięciolatek może trochę pyskować, ale jakby co, to nie wiem po kim to ma. Przecież nie po mnie.

Książę Małżonek również się ucieszył. Skoro nie jestem matką i nie urodziłam żadnych dzieci, to On natentychmiast wymelduje towarzystwo dzikich lokatorów i zyskamy dodatkowy pokój. Trwają debaty czy będzie tam garderoba czy sprzęt wędkarski i stół bilardowy.