Ratowałam dziś kota. Znaczy próbowałam, bo niestety nie dało się już nic zrobić. Spadł z szóstego piętra. Na kostkę brukową. Siedzieliśmy w pracy i słychać było tylko taki odgłos jakby upadł worek w wodą. Komuś. A to był On. I potem głośny szloch wywołał nas do okien. Młoda dziewczyna tak strasznie płakała, że ścisnęło mi się wszystko w środku. Potem zobaczyłam Kota. Leżał na boku i – pamiętam dokładnie – jeszcze oddychał, jeszcze poruszał ogonem, tylną łapą. Prosiła o numer na pogotowie weterynaryjne. Znalazłyśmy szybko w internecie, chwyciłam telefon i wybiegłam do Niej na dół. Na oko dwadzieścia pięć-sześć lat. Cała roztrzęsiona. Mówiła coś o Ukraince, która myła Jej w domu okna. Kompletnie nie wiedziała co zrobić. Po prostu stała, łkała i się trzęsła. Trzymała w dłoni telefon ale nawet nie usiłowała z niego skorzystać. Zadzwoniłam z własnego ale w trakcie rozmowy Kot zaczął drgać. A potem przestał oddychać. Zmętniały Mu oczy. Koniec. Szloch przeszedł w lament. Powiedziałam żeby poszła po jakiś karton. Sprawdziłam czy aby na pewno nie wyczuwam pod ciepłym jeszcze futerkiem bicia serca. Ale nie. Dziewczyna wróciła. Nie mogła nawet Go dotknąć, od razu zanosiła się płaczem. Pakując Jej ukochanego zwierzaka do środka myślałam tylko o tym, że nie wiem co teraz. Nasze Psy i Koty w Mamutowie miały swoje miejsce, pod drzewem na końcu podwórza. Tu tylko bruk. W końcu dziewczyna wyrzuciła Go do kontenera w śmietniku. W śmietniku.
Nie wiem. Siedzę i nie mogę przestać myśleć o tym śmietniku, o tym szlochu, o tym, że mi strasznie przykro bo nie mogłam pomóc. Jednocześnie zastanawiam się, czy jeśli będzie miała Dziecko i coś Mu się stanie – na przykład nagle przestanie oddychać – też stanie i zacznie płakać w głos zamiast zrobić cokolwiek.
W świetle moich przejść wczesnolokatorskich, które na stałe już chyba mam w tyle głowy, naprawdę nie daje mi to spokoju.
A jak Wy, drodzy Czytelnicy, reagujecie w kryzysowych sytuacjach?
Paraliżuje Was strach i szok
czy też włącza się Wam automatyczny pilot?
Przyglądacie się z daleka czy działacie?
Pytam, bo w tej konkretnej sytuacji, pomimo wielu świadków w wielu oknach, cała reszta świata nie wykazała cienia zainteresowania. No ale to Kot. Dla niektórych tylko. Dla innych aż. W sumie nie pierwszy raz jestem inna. Obawiam się jednak, że gdy sięgam pamięcią i odnajduję rozmaite wypadki z udziałem ludzi, reakcja była tak samo żadna. Tylko zaćmienie i ciekawskie spojrzenia.
U mnie włącza się jakiś autopilot. Jak cos się dzieje, to działam jak w transie, jakoś wiem, ze muszę cos zrobić i tyle. Dopiero po jakimś czasie przychodzi refleksja nad tym co się stało.
Niestety obojętność jest najgorsza, choć moze jest na równi z tym, ze nagle okazuje się, że każdy jest ekspertem powiedzmy w dziedzinie ratownictwa medycznego. Spotkałam się zarówno z obojętnością, jak i nadgorliwością i nie wiem co jest gorsze.
PolubieniePolubienie
Nie wiem, czyw iedziałabym, co zrobić z Kotem. Jeśli widzę tak okrutnie cierpiące zwierzę, to – może kwestia długiego przebywania na wsi – mam od razu myśl „zakończyć cierpienie”.
Dzielna jesteś, Bajka.
Na ludzi mam autopilota. To już dzięki genom Mamy, pielęgniarki. Dobrze wiem co robić, jak, jestem spokojna. Miałam okazję spróbować, choć wolałabym tej okazji nie mieć.
PolubieniePolubienie
pamiętam w sumie trzy sytuacje kryzysowe, w których musiałam zareagować. dwa razy trzeba było nagle wezwać pogotowie i wtedy odstawiłam pokaz szlochu, histerii, braku wszelkiej organizacji- po prostu biegałam po domu w sposób całkowicie nieskoordynowany coś wrzeszcząc i becząc. magadupawołowa. na szczęście mój maż ma zadatki na bohatera i zareagował wzorcowo. strach pomyśleć, co by było jakbym wtedy była sama.
ale z drugiej strony, w innej sytuacji kryzysowej przywróciłam do życia kandydata na nieboszczyka nie mając pojęcia o udzielaniu pierwszej pomocy w danym wypadku, ale jadąc na czystym instynkcie. i zadziałało. dopiero potem usiadłam sobie na podłodze i dostałam gustownej histerii z drgawkami. 🙂
czyli właściwie nie wiem jak to ze mną jest. raczej panikuję i jestem nieprzydatna, ale jak widać mam przebłyski. mam nadzieję, że jak będę posiadaczką dziecka, to jakoś instynkt będzie mądrzejszy ode mnie.
acha, na jakieś uliczne wypadki, którym świadkuję raczej reaguję, bo sobie powtarzam, że jak nie ja to kto? 🙂
PolubieniePolubienie
Wniosek: żadnych Ukrainek do mycia okien nie należy zatrudniać.
Niestety, znam już podobne sytuacje… notkę dedykuję mojej Żoneczce, niech sobie przeczyta.
Zmroziło mnie: do śmietnika? Nawet kawałka trawy nie było w pobliżu? Na to bym nie wpadł… do śmietnika … ludzie to mają pomysły … pozdrawiam 🙂 (przesyłam uśmiech)
PolubieniePolubienie
ojjjj
ja działam jak zimny automat, a potem to odreagowuję.
zresztą wiesz
PolubieniePolubienie
Śmietnik?.. Ja bym wzięła ten karton i pojechała do lasu czy co… Ale do śmietnika… :((((
U mnie różnie. Jeśli sytuacja dotyczy mnie, jest to na przykład sesja to włącza mi się program histeria i trzeba mną potrząsnąć i zmusić, żebym się nie poddała. Ale jeśli dotyczy kogoś innego, np dzieci pod moją opieką na obozie to nie załamuję się tylko działam.
Ale nigdy nie stoję z boku i tylko się przyglądam.
Heh, ta sesja naprawdę źle na mnie działa. Popłakałam się czytając o kocie. Wracam się uczyć.
PolubieniePolubienie
Nigdy nie zapomnę jak byłam dwa lata temu na cmentarzu w Terespolu nad Bugiem. Pierwszego listopada. Ktoś zostawił kota. Kociaka. Małe, czarne, przerażone kręciło się między grobami i rozpaczliwie miałczało. Miał jedno oczko zupełnie zaropiałe, na pierwszy rzut oka wyglądało na to, że je stracił. I pewnie dla tego ktoś go porzucił. Ludzie chodzili wokół i albo intensywnie go nie zauważali albo przystawali politowali się i szli dalej. Załadowałam trzęsącego się kociaka do czapki i zabrałam do domu. Potem zawiozłam do Warszawy. Ja mieszkam w kawalerce i kot byłby u mnie nieszczęśliwy więc zawiozłam go do koleżanki. Okazało się, że oczka ma zdrowe, zwyczajna choroba młodych kotów. I dziś Greebo jest wielki przytulasty i szczęśliwy. A gdybym nie zareagowała to pewnie by go teraz nie było. Nikt by nic nie zrobił.
PolubieniePolubienie
Lece pierwsza, z zimna krwią, jak automat. Po wszystkim nie mam władzy w nogach ani żadnej mysli. Ale najpierw działam.
Panikuję lekko przy zwierzakach, bo nie wiem co robic. 30 ucisniec klatki i dwa wdechy? 😉
Kazdy taki przyklad utwierdza mnie w przekonaniu, ze nie ześwirowałam, bo okna i balkon mam zabezpieczone i nikomu nie pozwolę na naruszenie zasad. Zanim otworzę okna do mycia wypraszam kotłownię z pokoju i zamykam drzwi.
Tyle kocich istnień zniknęło dzieki niefrasobliwosci i glupocie ludzi…
PolubieniePolubienie
moja 2,5-letnia corka, alergiczka, w 6 miesiacu zycia miala bezdech. dusila sie, zsiniala, stracila przytomnosc, ostatecznie przestala oddychac. zadzwonilam po pogotowie, maz ja reanimowal.zanim przyjechali wrocila do normy. dokladnie po 2 miesiacach sytuacja powtorzyla sie ale juz nie bylam tak przerazona. po Twoich przejsciach z Lokatorem mozesz byc spokojna o swoja reakcje:) poradzilabys sobie bez problemu jakby co, ale oby sie nic nie dzialo, bo to jest koszmar, ktory sie pamieta przez cale zycie……
PolubieniePolubienie
psychologia społeczna stwierdziła i udowodniła, że im więcej świadków wypadku, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś pomoże. Smutne. Ale można się ćwiczyć we wrażliwości. No i kurs pierwszej pomocy przydałby się w każdej szkole.
A poza tym nigdy w życiu nie wyrzuciłabym mojego zwierzaka do śmietnika!!!
pozdrowienia
PolubieniePolubienie
Coz za wyczucie Bajeczko.;-(
Wczoraj umarla szczurka mojej corki. Po operacji przyniesiona do domu juz sie nie wybudzila.
To druga szczurcia w naszym domu. Po pierwszej 2 lata bylam w zalobie. Tez miala guza jako roczny stworek, tez operacje, ktora przezyla i hasala jeszcze rok. Ale potem byly przerzuty i co sie to stworzonko umeczylo, to szkoda gadac, bo leczylam.
A ona czekala 2 tyg. az Mloda wroci z zimowiska, byw tym samym dniu nagle poczuc sie gorzej. I poszlysmy i uspilysmy i umierala na naszych rekach.
W sumie to sie ciesze, ze sie zwierz nie meczyl.
A poza tym, to tato moich dzieci ma dom z ogrodem a w tym ogrodzie „przydomowy cmentarzyk” zwierzakowy.
A ja sie pannie nie dziwie – 6 pietro to nie to co 2-3.
Chociaz ja mam jak Ty – robie wszystko, co trzeba, jak najszybciej a potem sie rozklejam.
PolubieniePolubienie
AUTOMATYCZNY PILOT. Mam go gdzieś wmontowanego plus zastrzyk adrenaliny. Co jest o tyle diwne, że na trzeżwo na przykłąd mdleję na widok krwi. W przypadku wypadku- nigdy. Sprawdzone
PolubieniePolubienie
Ale do smietnika?!
Nienienie…
PolubieniePolubienie
Niestety … ludzie są ciekawscy ale boją się odpowiedzialności bo co będzie jak mi się nie uda pomóc ???? lepiej nie próbować ! Mi włacza się pilot ale … oby takich sytuacji w życiu spotykało mnie jak najmniej
PolubieniePolubienie
Hm, zaczęłam rozmyślać. Chyba dotąd mi się nie zdarzyło reagować w sytuacji zagrożenia czyjegoś życia. Owszem, kiedy znalazłam mego Ojca, to spokojnie poszłam zadzwonić po Pogotowie, ale ja i tak wtedy w głębi duszy wiedziałam, że on już właściwie nie żyje. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby krwawił, wymiotował, miał drgawki czy coś w tym rodzaju. Cała reszta to drobiazgi, typu łyknięcie przez Węża benzyny, przy których byłam spokojna i konstruktywna.
A do śmietnika? Myślę, że ta dziewczyna nie miała po prostu głowy do wymyślania, gdzie biedaka pochować.
PolubieniePolubienie
jak dla mnie była w szoku
PolubieniePolubienie
o moj boże. ryczę. i mojego kota przyduszam do piersi. nie wiem co bym zrobila, umarlabym chyba.
o bozeee :((
dobrze ze Ty tam bylas.
PolubieniePolubienie
A co do reakcji – nie wiem, nie byłam w takiej sytuacji. Ale wiem co robić w razie czego. Jednak jeśli chodzi o koty, to naprawdę nie wiem, chyba bym porwała mojego i leciała na pogotowie dla zwierząt… a potem płakałybym prze dwa miesiące, nawet Kot wyzdrowiał…
ale śmietnik??? śmietnik???
Musiała być w szoku.
PolubieniePolubienie
‚gdyby’ mi się zjadło.
A tak na marginesie i off topic: bardzo się cieszę, że lepiej u Ciebie :*
PolubieniePolubienie
Nie wiem. Nie znam siebie aż tak.
Nie miałam okazji i bardzo proszę tam na górze by nie mieć dalej. Największym moim wyczynem było wyciągnięcie córce z gardła kawałka jabłka, którym się klasycznie dusiła.
PolubieniePolubienie
Mary – lepiej nie jest ale funkcjonuję… tak bym to nazwała
PolubieniePolubienie
Przy dzieciach włączał mi się autopilot, ale z relacji osób towarzyszących wiem, że bardzo głośno wtedy mówiłam, a na dobrą sprawę wykrzykiwałam instrukcje i działałam w tempie torpedy (tez miałam doświadczenia z alergicznym bezdechem u syna).
A jak mieliśmy w kilka osób wypadek samochodowy to, mimo rozbitej głowy, rzuciłam się do męża, który leżał wtedy bez ruchu, ale to było całkowicie bez zastanowienia – odruch taki.
Wydaje mi się, że najważniejsze jest to w jaki sposób reagowali nasi rodzice i na ile uwrażliwili nas na cierpienie innych. A ja w dodatku przeszłam przeszkolenie przy młodszym o 8 lat bracie, któremu ciągle coś się zdarzało.
PolubieniePolubienie
od funkcjonowania do lepiej jest naprawdę bliżej niż dalej 🙂 trzymaj się, wiem przez co przechodzisz, damy radę!
A zdjęcie przepiękne!
PolubieniePolubienie
Ja całkiem niedawno miałam podobną sytuację z córeczką jak mb. Nie wiedziałam, co mam zrobić, biegałam po bloku i krzyczałam. Przytomna sąsiadka zadzwoniła po pogotowie…
PolubieniePolubienie
Trudno mi powiedzieć tak ogólnie, bo nieraz sama siebie zaskakuję i okazuję się zdolna do reakcji, o jakie bym siebie nie podejrzewała. Jestem histeryczka i panikara jesli chodzi o sprawy błahe, ale w poważnych działam jakby właśnie na autopilocie, jak nie ja. Co do kota …. Tu sobie próbowałam wyobrazić podobną sytuację z moim własnym, który teraz siedzi na parapecie (zamkniętego) okna na czwartym piętrze. Zacznijmy od tego, że sama w żadnym wypadku nie dopuściłabym do takiej sytuacji. Ale gdyby kto inny…. Zadzwonilabym na pogotowie weterynaryjne albo choćby osobiście bym zaniosła tam kota. A potem puściłyby mi nerwy i nie ręczę za to, co zrobiłabym osobie, która dporowadziła do wypadku (takiej, jak ta Ukrainka myjąca okna).
PolubieniePolubienie
A czy myslicie, ze sposob dzialania zmienia sie w zaleznosci od tego jak sie w danym zdazeniu uczestniczylo? Niestety nie tak dawno dane bylo mi uczestniczyc w tragicznym wypadku, w ktorym konieczne bylo udzielenie pomocy, ale jako osoba patrzaca na wszystko od wewnatrz zdolalam tylko wpasc w histerie. Z drugiej strony jestem swiezo po kursie pierwszej pomocy po ktorym teoretycznie powinnam wiedziec co zrobic, studiuje medycyne i kiedys zdolnosc trzezwego myslenia w takich jak tamta sytuacji bedzie mi potrzebna…
PolubieniePolubienie
Nie wiem, nie potrafie przewidziec, ale podejrzewam, ze stracilabym nad soba kontrole w takiej sytuacji. I pozostaje tylko miec nadzieje, ze nie ‚pochowalabym’ zwierzaka na smietniku! ostatnio nasza kotka zaplatala sie w reklamowke, w ktorej byly dwie puste butelki. Uslyszelismy tylko przerazliwy huk tluczonego szkla, zaczela biegac z ta reklamowka po mieszkaniu i obijac sie o sciany, nie pamietam kiedy ostatnio bylam tak przerazona, ale akcja byla natychmiastowa, pobieglam za kitka i ja zlapalam, ale pamietam, ze bylam jakas taka jak nie w swojej skorze i serce o malo mi nie siadlo. Qrwa, nie wiem co bym zrobila, jakby mi kot wypadl przez okno. Ludzie, zabezpieczajcie okna, powtarzam do znudzenia!
PolubieniePolubienie
Odkąd znalazłam Tatę po udarze. odkąd ma ostrą epilepsję po udarową – już wiem, że w kryzysowych sytuacjach działam. Mechanicznie, robię wszystko, dzwonię, pomagam, pakuję itp[. tylko jak już wyjedzie pogotowie, mdleję i wymiotuję z nerwów. przy każdym wypadku pomagam, bo jestem po kursach pomocy przedlekarskiej, więc nie umiem przejść obok-potem jak wyżej.
w chwili kryzysowej emocje odkładam na bok, a potem wracają zwielokrotnione i dochodzę do siebie kilka dni.
PolubieniePolubienie
ze względu na pracę jak wiesz moi pacjenci to rocznik 1927-1939 to działam, działam i działam.
potem szałer i spływa ze mnie.
o i tak.
PolubieniePolubienie
dlatego też jak szalona osiatkowałam porządnie całe moje okno balkonowe i mdli mnie na myśl, że moja Kota mogłaby wylecieć. mieszkam na ÓSMYM piętrze.
kiedy zaś myte są dwa pozostałe okna, na codzień nie otwierane na całą szerokość z powodu doniczek z kwiatkami, Kota zawsze jest trzymana przez kogoś albo zamykana w łazience.
nie wiem, co bym zrobiła, gdyby coś takiego się stało.
umarłabym w środku.
i na pewno nie do żadnego śmietnika!!!
to nie była miłość, skoro tak po prostu pieprznęła go do śmietnika!
PolubieniePolubienie
ostatnio Melcia miala wypadek na schodach ruchomych, spadla mi z wozka, z fotelikiem na ziemie. Zadzialalam automatycznie – podnioslam, sprawdzilam ze nic wielkiego sie nie stalo, przytulilam, a potem… zrobilo mi sie slabo i usiadlam na podlodze na srodku sali. I tak sobie siedzialam dobra chwile, ludzie wokol mnie skakali, podawali wode, a ja nie mialam z nimi kontaktu. Tylko obserwowalam mloda… To bylo straszne.
A jesli chodzi o kotka… szkoda go i nie powinno sie go wyrzucac do smieci. Brak szacunku dla zwierzecia 😦
PolubieniePolubienie
działam, potem zapalam papierosa.
Natomiast co do gapiów, to się nie zgadzam, Twoje zachowanie nie było wyjątkowe, albo ja trafiałam na takie przypadki (wypadek, nawet mój własny, zasłabnięcie na ulicy, zagubiony w mieście zając z pobliskiej łąki), gdzie chętnych do pomocy było aż zbyt wielu, wszyscy hurtem rzucali się do sprawdzania pulsu, dzwonili na raz po pogotowie, itd, itp.
PolubieniePolubienie
trzy lata temu to ja wyszukiwałam numer taxi, bo rodzice jakoś się posypali. byłam tak zimna, że mnie to potem zastanowiło. i tak potem też już mi się sprawdzało w innych sytuacjach. wolę działać, nie zawsze tak miałam.
tylko jak mi już odeszły wody, rozbiłam się jak szlanka.
kiedy Yoko zniknęła w Sylwestra i myślałam że uciekła, latałam boso po śniegu jak wariatka, szukając jej i rycząc w głos. w takich chwilach wszystko przestaje być ważne. gdyby umarła w taki sposób, gdyby coś, nie wiem czy bym to przeżyła w tym stanie w jakim jestem teraz.
PolubieniePolubienie
ja z tych opanowanych. w sytuacji kryzysowej uruchamia mi się syndrom ratownika – chłodno i rzeczowo robię, co trzeba, ewentualne histerie odstawiam potem. w ubiegłym roku przeżyłam taką 24-godzinną masakrę. najpierw mnie się włamali do mieszkania, policja, protokoły, straty, te sprawy – i zanim zdążyłam odetchnąć, moja przyjaciółka miała wypadek, holowałam ją na pogotowie, a jej krew wartko sikała z głowy, no, emocje były. załatwiłam za nią wszelkie papierowe sprawy, poczekałam aż ją pozszywają, odwiozłam taksą do domu.
a jak sama wróciłam do własnej nadal lekko zdemolowanej po włamaniu chałupy, usiadłam na kanapie, poryczałam się i – za przeproszeniem, ale tego się nie da inaczej nazwać – napierdoliłam butelką wódki. gdyby mnie facet jeszcze wtedy rzucił, pewnie już by po mnie spłynęło.
PolubieniePolubienie