Zacznijmy od tego, że Ziuta to moja dawna najlepsza przyjaciółka z lat szkolnych. Podstawówkowych w dodatku. Trzymałyśmy się razem, przynosiłyśmy sobie nazwajem kanapki i oszukiwałyśmy na wuefie, że umiemy skakać przez kozła oraz hobbystycznie jeździłyśmy autobusem po mieście kolejne przystanki dobierając sposobem gry w marynarza.
W bardzo późnej podstawówce Ziuta zakochała się na zabój w niejakim Wojciechu Z Ósmej Be. Wojciech – absolutnie nie Wojtek bo Wojtków to jak burków w powiecie, a Wojciech był jeden jedyny i niepowtarzalny – był od nas o rok starszy i nosił długie pióra. To już wystarczyło by żeńskie pół szkoły wykupiło w Jego intencji okoliczne zapasy sznurka do snopowiązałek w zamiarach samobójczych i innych bliżej nieokreślonych. Drugie pół albo wzdychało po cichu nic nie robiąc albo uganiało się za Nim z impetem i zaangażowaniem godnym znacznie lepszej sprawy. W dodatku Wojciech szkolił się na perkusistę. I tu już klops. Sądzę, że po ujawnieniu tego faktu znaczna część populacji męskiej również zaczęła żywić doń płomienne uczucia. Nawet gdy hojnie obsypał Go młodzieńczy trądzik większość fanów nie straciła rezonu. Nawet ja – przyznam szczerze – gdyby nie lojalność wobec Ziuty, schrupałabym gogusia bez chrzanu. Taki był fajny.
Teraz będę nieco w skrócie bo mam kuraka w piekarniku i Dziecko na chodzie.
Wojciech Z Ósmej Be po roku rozmaitych pochodów i wydziwiań zaczął w końcu zauważać Ziutę. I tu była dobra nasza, bo Ziuta jako jedyna w klasie miała już biust. Reszta, w tym autorka, notorycznie zapominała zabrać cycków z domu i pomykała z dołkami na watę. Nawet prężenie się po szczyt hiperwentylacji nie pomagało. Ziuta miała biust i ogólnie była śmiała, ciekawa i posiadała naturalnie zakręcone rzęsy o długości absolutnie niedopuszczalnej w żadnej podstawówce. Jak się Wojciech zainteresował, w mig była z nich para. Byli wszak tacy ładni, że nie mogło być inaczej.
Niestety koniec roku szkolnego znacznie pokrzyżował ich życiowe plany. Wojciech nie dostał się do szkoły muzycznej na Bednarską. Jego rodzice postanowili więc wyprowadzić się z Warszawy by Syn mógł się kształcić gdzie indziej. Internet był wówczas u nas równie popularny co Amisze, listy szybko przestały przychodzić. Ot taki standard. Ziuta przeryczała całe półrocze. Potem na szczęście przerzuciła się na inny obiekt ale przez późniejsze lata cyklicznie powracała ni to w żartach ni z przkąsem do Wojciecha Z Ósmej Be, który to być może stanie się gdzieś kiedyś sławnym perkusistą a Ona będzie miała satysfakcję, że pierwsza się z Nim pokątnie całowała.
Wojciech najwyraźniej się nie stał bo słuch o Nim zaginął. My dostałyśmy się do liceum. Ja wybrałam klasę humanistyczną, Ona poszła na mat-fiz. Pod koniec roku Ziuta straciła Ojca. Matka zawinęła Ją i ziutowego brata i wyjechała za granicę. Pisałyśmy tęskne i rzewne listy, opisywałyśmy wszystko co dzieje się wokół i obiecywałyśmy sobie dozgonną przyjaźń, jednak jak nietrudno się domyślić, z czasem nasza znajomość rozluźniła się i przekształciła raczej w pełne uroku dalekie koleżeństwo. Na studia Ziuta wróciła do Polski ale już nie było tak samo. Pomogło dopiero gdy każdą z nas jednocześnie choć całkiem osobno rzucili faceci. Mój w dodatku po latach okazał się być gejem. Do dziś mam cichą nadzieję, że to jednak nie przeze mnie. Mogłam być jednak milsza. No ale trudno, było minęło. W każdym razie pocieszałyśmy się i tak już zostało.
Po studiach Ziuta prowadzała się z Takim Jednym i trwało to parę lat. Dość, że jak urodziłam Igora, to Ziuta akurat zmieniła Mu przydomek na Straszny Fiut i zdefasonowała buźkę zaraz po tym, jak niedoszły absztyfikant okazał się nie być z zamiłowania monogamistą. W zeszłym roku wyjechała za granicę. Była samotna, nieszczęśliwa i wpadła po uszy w pracę. Od czasu do czasu wymieniałyśmy po kilka e-maili.
Wtem…
Tak to zdecydowanie moje ulubione słowo.
A to jest zdecydowanie mój ulubiony fragment tej historii.
Zatelefonowała do mnie. Mówiła coś o naszej klasie, ulotkach na mieście i całej masie ludzi jaką zaangażował Wojciech Z Ósmej Be by odnaleźć do Niej drogę. Że jest nieziemsko szczęśliwa wspominać nie musiała. Czułam. Bo On się jednak odnalazł. I ponoć nawet mnie szukał, tylko nie mam profilu na tym cudzie i nie mieszkam tam gdzie dawniej, więc było ciężko. Pojechał za Wielką Wodę. Szukał Jej przez miesiąc. W kwietniu biorą ślub.
W tym miejscu autorka doznała rozległego zawału i musiała się reanimować.
Po zebraniu szczęki z podłogi rozpłakałam się razem z Nią i tak przez te słuchawki chlipałyśmy, że przecież to cudownie. I taka telenowela. I przecież takie rzeczy się nie zdarzają. No halo!
Wiecie, że On nawet po rozgłośniach radiowych jeździł?
Świat jest jednak mimo wszystko mały. Wystarczy bardzo tego zechcieć.
A co u mnie? Hmmm. Wygląda na to, że po sześciu latach znajomości, która dotąd nie wyszła poza zdawkowe "cześć" – usłyszane zresztą dopiero po dwóch latach od startu – też może coś zaskoczyć. O taka dźwigienka mała. Tu niby nic, znamy się ale w zasadzie to kim Ty jesteś? Tak się mijamy lekutko w przejściu do toalety i nawet mamy swoje numery ale nigdy nie sprawdziliśmy czy aktualne. W dodatku kiedyś nas usilnie swatano ale okoniem staliśmy oboje a i jadem zdarzyło się w swoich kierunkach pluć wymiennie. Czyli raczej mało czarownie.
Wtem…
I tak o. I wszystko fajnie. I romantycznie bardzo i nawet w trójkącie. Serio serio. Bo On to Brat Najlepszej Przyjaciółki, a ja to Przyjaciółka Siostry.
Mówię Wam. Wesoło jest. Strach się bać co będzie jak jednak tego totka obstawię.
Mówiłam żeby usiąść 🙂