Znaleźć w torebce kotleta – siedem lat tłustych Cię czeka, zainwestuj w niezły odplamiacz.
Posiadanie Dziecka – którego się przecież de facto nie posiada, bo to raczej jak z kotem, co to możesz żyć w przekonaniu, że Go masz ale to On ma Ciebie – to nieustanne żeglowanie po oceanie pełnym niespodzianek. Niby widoki piękne i przy okazji dobrego sternika można opłynąć świat dookoła, ale ani się nie obejrzysz a w scenariuszu wyskoczy góra lodowa, albo jakiś sztormik i już z naszego małego żółtego pontonika schodzi powietrze a my sami w charakterze rozbitka lądujemy gołym tyłkiem na piachu.
Bywa też zabawnie. Można się obudzić rano i ujrzeć Dziecię wymachujące nam nad głową świeżo wyjętym z zamrażarnika kurzym udźcem albo po prostu znaleźć w torebcie kotleta. Schabowego. Niedużych rozmiarów. Nadgryzionego w sposób jednoznacznie demaskujący schabokryjcę. Nie wiem… może Lokator uznał, że trzeba mnie podkarmić? Grunt, że kotlet w torebce był. Znajdowałam tam już klocki, ukochanego Misia Z Wydłubanym Okiem i lewą lokatorską skarpetkę w gustowne paseczki. Ale przyznaję, że kotlet przebił wszystko.
Igorowski w ogóle ma urocze zwyczaje. Na przykład zrywa wszelkie znajdujące się w zasięgu wzroku i swych macek etykietki. Normą jest już otwieranie puszki z pewną nutką ekscytacji i nadzieją, że to jednak nie będzie kolejna czerwona fasolka. Bo problemu nie ma gdy opakowanie jest przezierne. Ogórka widać gołym okiem. Natomiast czwarta fasolka wyselekcjonowana metodą chybił-trafił z ogołoconej piramidki doprawdy nie wpływa konstruktywnie na moje kulinaria.
A co gdy pastę do butów zostawi się na zbyt mało niedosiężnej półce? Powitajmy domorosłego Rudolfa Valentino i brand nju stajl, czyli czarny lok i subtelny wąsik. Z lekkim odchyleniem w kierunku lewego policzka. Zmywa się to to długo i namiętnie ale z pomocą odżywki do włosów i kremu nivea daje się nawet zniwelować powód do wrzasków i ogólnych cierpień.
Młody ma też ostatnio bardzo wyraźne upodobanie do zgłoski pe, wobec tego wiele znanych już w naszym domu postaci i określeń nabrało nowych znaczeń. Miś to piś, małpa to pałpa. No i ostatnio gotowaliśmy ogórkową:
– Igorku zjesz zupę?
– Zjeś pupę! Zjeś pupę!
Teraz droga Kasiu mam dylemat – czy martwić się, że z Syna rośnie kanibal, czy zmieszać, że erotoman. I czemu do cholery tak wolno.
puszki znaczyć przy pomocy flamastra niezmywalnego wprost na materii niezrywalnej – to może ułatwić życie
PolubieniePolubienie
A mi się śniło w sobotę, że miałam twoje mieszkanie – i Igor był moim synem 🙂
Jednocześnie twoim i moim jakimś dziwnym cudem, znaczy, obie byłyśmy matkami ale to ja się nim zajmowałam. Tudzież mieszkaniem. Hmmm skomplikowałam to trochę…
Ale parą nie byłyśmy!
PolubieniePolubienie
uprać paczkę chusteczek higienicznych razem z czarnymi rzeczami. no mówię Ci, jakie to efekty daje.
PolubieniePolubienie
leci paczka do Ciebie, a właściwie dla Koleżanki z Synkiem. Nawet jeżeli to już 10.paczka z kolei, to większość rzeczy i tak na wyrost. Tyle miałam.
PolubieniePolubienie
Może niedługo będziesz Pajka?:D:P chyba być nie chciała, co nie?
Młodemu przejdzie:) i będzie jadł zupę, zobaczysz:P tylko cierpliwości.
PolubieniePolubienie
Kwiatkowska – paczkę jak dotąd mam jedną, więc na pewno się przyda – dzięki wielkie w imieniu zainteresowanych 🙂
PolubieniePolubienie
Nieee, no wyraźna prowokacja dla imion i innych ksywek :)…
PolubieniePolubienie
Abstrakcyjne niespodzianki wczesno-nieletnich. Rozkosz…Np. Pół dnia w pracy z wymemłanym lizakiem przyklejonym do spodni. I nie tak, że nikt nie zauważył – nikt nie śmiał po prostu psuć kompozycji… Ciepło, Bajka
PolubieniePolubienie