Kobiety, poza tym, że posiadają wiele nieprzydatnych i niewiele przydatnych elementów natury ogólnej, wszystkie są stworzone do tego żeby się od siebie różnić. Każda jest indywidualistką, żadna nie założy tej samej kiecki co ją miała Ta Flądra Zocha gdzieś_tam w czterdziestym czwartym i wszystkie są wyjątkowe. Jak nie wiem co. Ale tak strasznie się od siebie różnią, że w zasadzie to są podobne. Jak dwie krople octu.
Znacie jakąś co lubi jak przy niej jakiś facet mówi: Bo Wy Kobiety…?
Ja osobiście znam wiele, która za ten tekst zastosowałaby cały wachlarz rozmaitych środków zapobiegawczo-naprawczych – od strzelecha focha, czy choćby nadąsanej lekko minki, poprzez wściek kontrolowany, puszczenie soczystej wiąchy, czy też na odrąbaniu delikwentowi głowy siekierą skończywszy – w tym naturalmą i ja, ale w sumie nie znam takiej co by jej to przynajmniej lekko nie podniosło poziomu cukru w cukrze. W najlepszym przypadku zignoruje, ale musi mieć dobry humor i wściekle dużo cierpliwości. Zaraz się oczywiście znajdą i takie, co nigdy, bo zawsze i w ogóle ale prawda jest taka, że Wy Kobiety, które mówi facet dokładnie w tym momencie, w którym to wypowiada, działa lepiej niż płachta na byka. Byk bowiem czasem się męczy. I zapomina. Baba nigdy.
Albo cycki.
Niejeden facet cieszyłby się i klaskał w powietrzu wszystkim co posiada plus tym co pożyczone od sąsiada, że w ogóle ma jakiekolwiek na stałe i nie musi nic robić – a już zwłaszcza przymilać się, kupować kwiatów, prawić komplementów, pilnować się żeby nie bekać i znosić różne inne jakże okrutne ograniczenia swobód obywatelskich – żeby sobie pooglądać, podotykać, pomiziać. Zresztą nadal twierdzę, że gdyby mężczyźni mieli biust, miejsc pracy byłoby jak mrówków, bo większość kolegów siedziałaby w domu i generowała przed lustrem kolejne uśmiechy.
A kobiety co?
Ta ma za duże, ta za małe, ta za bardzo, ta nie bardzo, a ta to w ogóle uszy jamnika. Albo pod pachami. Potem oczywiście zawsze jest jakiś ślizg na tyłki, brzuchy i uda a nawet łydki. Albo włosy. Generalnie wszystko do wymiany. Jak u jedynego we wsi mechanika gdy następny 100 kilometrów stąd.
Ja to bym sobie nawet kolana wymieniła. Bo w sumie po co mi takie. Zawsze jakieś inne są bardziej.
Albo pytania z cyklu: A misiu jak wyglądam?
I tu nie wystarczy jedyna politycznie poprawna odpowiedź: ładnie. Ładnie musi być z odpowiednim natężęniem, modulacją głosu, mimiką i gestykulacją, spojrzeniem i przy odpowiednim nachyleniu ziemskiej orbity względem poziomu decybeli, na jaki narażony jest przeciętny chłoporobotnik podczas ataku szarańczy. I oczywiście musi być stopniowalne.
– Ale bardziej ładnie, mniej ładnie, czy ładnie ładnie po prostu?
Przy czym trzeba pamiętać, że nigdy przenigdy nic nie jest po prostu. Ani tym bardziej mniej. Jednakowoż przy opcji z bardziej trzeba iście po sapersku uważać, gdyż w wypadku przedobrzenia wkopać się można jeszcze głębiej.
– Bo Ty mi powiedziałeś, że bardziej ładnie, a wyglądam przecież w tym grubo! Ty wcale na mnie nie patrzysz!!
Prawdopodobieństwo szóstki w totka to przy tym pikuś.
Albo sklepy…
Spotykamy się wczoraj ze znajomymi. Pięć bab, bo Nowy się sprytnie ewakuował. Mamy w planach pójść gdzieś posiedzieć, pogadać, zjeść, obrobić w czynie społecznym kilka tyłków. Przechodziny bardzo nieostrożnie bo przez centrum handlowe – niby, że od auta bliżej. Trzy sekundy i jedną wciąga Euro, lider RTV i AGD… Bo Ona sobie zmywarkę tylko obejrzy i momencik. Kilka kroków dalej jest czarna dziura i trójkąt bermudzki w jednym. Sklep z obuwiem. Znika następna. Jezusie nazareński. Stoimy, czekamy.
– O, świeczki! Jakie ładne!.
– O biżu briżit!
– O cokolwiek!
A potem jeszcze ja zobaczyłam książki i urwał mi się film.
Nie wiem ale to działa jak na te lemingi co niezwykle inteligentnie skaczą z byle jakiej skały do morza. Bo one czują, że jak nie, to nie wiem… eksplodują chyba. I tak grupowo raczej. Być może mamy ten sam gen gdzieś w jakimś płacie – bynajmniej nie śledziowym Panowie, bynajmniej – i ktoś go kiedyś odkryje, kto wie.
Tylko czy to cokolwiek zmieni?
Bo ja to się czasem czuję jakbym działała na pilota. Buty, torebki, zmywarki, turbogumonapawarki z wodotryskiem – nic. Za to wystarczy, że na horyzoncie pojawia się księgarnia, czy choćby niewielkie stoisko z literaturą – wzzium.
Wessało.
Rozumiecie więc, że nawet nie zdążę nigdy pomyśleć gdzie on, ten pilot znaczy, mógłby mieć wyjmowane baterie.
I każdy ma coś na co leci jak muchy do wychodka. Równie niezrozumiale co obligatoryjnie. Choć oczywiście do sweterków w pepitkę czy seksszopowych akcesoriów nie każdy się przyzna.
A Wy? 😉