… a złoczyńca zawsze wraca na miejsce zbrodni. Tak przynajmniej głoszą podania i legendy na wykładach z psychologii zbrodni na mojej ex-uczelni. Wróciłam i ja. Ściślej mówiąc nie miałam za bardzo dużo do gadania bo tu pracuję, więc wrócić jakby było trzeba ale ciii bo buduję napięcie.
Tu mi się zawsze włącza gupik (ryba taka, jedna z głupszych) i jak usłyszę/zobaczę słowo ‚napięcie’, z miejsca przypomina mi się bajka o napięciu: ‚na pięciu napadło dziesięciu’. I choćbym nie wiem czym akurat była zajęta to ta bajka mi sie przypomni. Mogę na to obstawiać jak w Wielkiej Pardubickiej i wygram na sto procent. Podobnie mam z niektórymi motywami muzycznymi, które muszę dokończyć jak kto je zaczął. W przeciwnym razie szczeznę w męczarniach. Pojawi się ‚mana-manam’ z zamierzchłego Benny Hill’a? [Z Muppetów też 😉 a nawet zwłaszcza] Zawsze bodaj w myślach ale odnucę ‚tutu tuturu’. Kosmos normalnie.
Ale dość przerywników, powróćmy do ciągu dalszego. Otóż ciąg dalszy był taki, że… wyszłam z parasolem zawiniętym z sweter. I udałam – z powodzeniem mam nadzieję – że Pan Poranny jest mi kompletnie ale to całkiem i zupełnie obcy. Przedefilowałam obok i nawet się nie potknęłam. A proste to nie było bo strasznie mnie uwierał uchwyt parasola, który musiałam wsadzić sobie pod pachę bo spod swetra wystawał. Nie powiem, żeby super wygodnie się tak szło ale dobrnęłam do wyjścia. A potem dziką polką kurcgalopką pognałam do tramwaju. Żeby zdążyć i na wypadek gdyby Poranny sobie przypomniał i żądał satysfakcji.
I tyle przygód.
W weekend nie działo się nic. Poza butelką wina przy ‚Constantine’ i wszechobecnym chlupoczącym deszczem. Ale ja nie marudzę. Śmieci po prostu zamiast wczoraj wyniosłam dzisiaj. Nie przeszkadzał mi upał i nie przeszkadza mi deszcz. Tylko zimna nie lubię. Trzydziestostopniowe upały nie robią na mnie wrażenia ale na samą myśl o minus pięciu, ustają funkcje życiowe moich ciepłych skarpet. Jestem wieczna zmarzlina i cała ta epoka lodowcowa zeszłej zimy to był dla mnie wielki cyrk. Tyle, że mało zabawny. Jak to cyrk. Póki co zaś cieszę się tym latem, które mi zostało i czekam na słońce.
Na występy sobotnio-niedzielne plany miałam ambitne. Miałam sprzątać, gotować, prasować i doglądać. Tymczasem wybrałam aktywność horyzontalną i gruntownie przebimbałam weekend z Lokatorem na brzuchu. To spaliśmy, to budziliśmy się, coś jedliśmy, czegoś nie. A mi w głowie wciąż tkwiła jedna myśl: cudownie się przytulać do Ciebie, Synku.
Nadal lubimy gdy On zasypia z głową gdzieś przy moim sercu. Oboje. Z brzuchem do brzucha, z rękami bezwładnie zwisającymi albo wciśniętymi pod siebie, albo z całą dłonią zaciśniętą na moim kciuku, z rozchylonymi ustami, z miarowym oddechem, z drżeniem powiek i bezwiednym uśmieszkiem gdy śni. Godzinami potrafię patrzeć jak leży w kołysce z moich ramion. Zawsze się wzruszam. Mało mi trzeba do szczęścia. Wystarczy leniwa niedziela.

a widziałaś wersję „manamana” z Muppetami?:)
ps. będziemy Cię dręczyć jak przyjedziemy:>
PolubieniePolubienie
;))
a kod był yyyhm…
PolubieniePolubienie
w temacie ps się wściekłam i doniosłam do onetu, wrrr..
też WYJĄTKOWO tego nie lubię..
pozdrawiam!
PolubieniePolubienie
Leniwa niedziela, albo po prostu trochę świętego spokoju w dzień powszedni;)
PolubieniePolubienie
a jak ma na imie twój synek jeśli można zapytac?
PolubieniePolubienie
Igor Szymon ma imiona ten mój Syn, a ja wołam na Niego różnie, ale zawsze się odśmiecha, więc chyba Mu się podoba
PolubieniePolubienie
po pirsze- to cuś sie kod rozjechał – chyba zdjęcie za duże.
po drugie – to zablokowali tegoż bloga, więc nie wiem, ke pasa, ale domyślam się, ze cos ktoś znowu zerżnął.
PolubieniePolubienie
Coś a propos natręctw słownych: Pyskówka w sądzie, pozwany poza różnymi szykanami zrobił powódce na wycieraczkę to co Igorek „wali” w pieluchę. Powódka zeznając, aby nie obrazić Wysokiego Sądu, mówi: „no i on mi się…SKUPIŁ na tę wycieraczkę!” Od czasu gdy to usłyszałam za każdym razem jak mi ktoś mówi „no, skup się teraz” (bo cośtam trzeba powiedzieć lub pomyśleć) dostaję ataku śmiechawki. Ucałowania dla Igorka i dla Ciebie też Bajko
PolubieniePolubienie