Ostatnio miewam dłuższe weekendy. W piątki nie ma mnie w pracy tylko włóczę się z Obywatelem po okolicy i zaglądam to tu to tam. Mam prikaz od Czifa odgórny co by urlop wykorzystać od do i w ilości przewidzianej kodeksem. To wykorzystuję. W końcu zaległego się uzbierało na kilogramy. Tak wiem, strasznie nieładnie jest wyjeżdżać jak się ma elcztery… chyba, że jest to elcztery z literką b jak ciężarna. Bo wtedy to tito_mi_to i za sugestią Mistera Gina nawet powinnam. No, to mi tito i powiewo. Korzystam zatem.

W piątek zaprzeszły miałam Lokatora dostarczyć do Doktora Królika celem wybadania i zaszczepienia przeciw parszywym pneumokokom oraz innym krewnym i znajomym królika (możliwość tę dostał Młody od Dziadków w ramach połówki urodzin z czego cieszymy się niepomiernie). Pneumokoki to takie małe diabelstwa, których lepiej unikać jak ognia i które zdroworozsądkowo poleciła nam pani doktor Łajt Kitel W Chodakach wypisując Młodego ongiś ze szpitala. Żeby nie wracał. Póki co miała rację i oby tak zostało. Bo jak jakiego spotkam to chyba widelcem zatłukę.

Czyli miałam. Miałam ale Młody w tak zwanym międzyczasie ustawowym był w trakcie wydawania na świat brand nju zęba (dolna jedynka prawa, piękna) i miał temperaturę prawie jak pranie bawełny o średnim stopniu zabrudzenia. 39 stopni robi swoje. Zawieźliśmy więc Bohatera Z Kasownikiem pablosowym środkiem lokomocji do Doktora Królika bo w końcu taka jedynka to nie choroba i poza katarem (stale już chyba obecnym w naszym życiu) Młodemu nie dolegało nic. Nic a nic, nawet korzonki.

Doktor Królik, jak zwykle śmiesznie ruszający nosem, na wstępie poinformował mnie, że właśnie urodziła mu się czwarta córka i on by się z tym szczepieniem wstrzymał bo te 39 stopni trzeba poobserwować. Zastanowiłam się przez chwilę jak mam niby poobserwować to celcjuszowe odkrycie i przez dwie chwile jaki ma związek jego czwarta córka z moim pierwszym Synem i o co generalnie się rozchodzi. Ale dałam sobie spokój, córki pogratulowałam i zgodnie z zaleceniem zapisałam Igora na wizytę za tydzień. W następny piątek.

Następny piątek był minął w zeszłym tygodniu (strasznie to skomplikowane) i minął względnie dobrze. Jedynka wyszła już dawno i nadal ciągnie za sobą siostrę bliźniaczkę z lewej, temperatura zniknęła bezpowrotnie i nie tęsknimy po dziś dzień a Lokator jak szalał tak szaleje. Zaszczepiliśmy zatem Dziecia w udo (lewe), Dzieć wydał dwa kwiki i zamilkł po tym jak Mu na ucho obiecałam, że pójdziemy na długi spacer i będę Go cały wieczór głaskać po głowie (Dziecia, nie spacer). Piguła Ze Strzykawą rozentuzjazmowała się dla wybitności Obywatela pod względem znikomości ryku poszczepiennego a ja, dumnie dierżąc Bohatera Dnia, pozwoliłam jej pozostać w błogiej nieświadomości wieczoru. Wieczorami zazwyczaj niestety młodzież poszczepienna płacze rozgłośnie i gorączkowo. Ale rzadko. Na szczęście głaskanie po głowie pomaga na wszystko.

Nie powiem, że też bym chciała, żeby mnie tak ktoś głaskał po głowie gdy beczę, bo po pierwsze nie lubię beczeć przy ludziach a po drugie przyklapił by mi ten ktoś moje włosiny, które i tak mocno smętnie zwisać sobie lubią. Wieczorami. Ale czasem głaskanie po głowie pomaga na wszystko. Nawet jeśli to głowa cudza. Ważne, że bardzo mocno kochana.

A w ten piątek co to jest najbliższy wybieramy się do alergologa, gdzie po odsiedzeniu przepisowych dwóch w porywach do trzech godzin (umówiona wizyta jest na 13.00 ale godziny godzinami a rzeczywistość jak się przekonałam ostatnio lubi odbiegać od wyobrażeń) i powtrzymywaniu od utyskiwań poważniejszych w wymowie niż ‚kurka siwa’ tudzież ‚kurna Olek’, będziemy robić rozmaite testy i sama nie wiem co jeszcze. Doktor Es na pewno mnie poinformuje na jaki to cudowny pomysł znowu wpadł był pod prysznicem. Bo on strasznie fajny jest i jak się okazało siedział w jednej ławce z moim wujkiem przez całą podstawówkę, ale potrafi godzinę gadać o metodach usprawnienia kosiarki do trawy i chyba zdaje się zupełnie nie być świadom faktu dzikiego tłumu przed gabinetem. A nieuprzejma też nie chciałabym sie okazać. Tylko, że później znów kolejkowi czekacze będą łypać na mnie iście po bazyliszkowemu. Kurka siwa.

Nic to. Może tym razem uda się załatwić sprawę kosiarki polubownie i zejdziemy na tematy inhalacji z pulmicortu i ventoliny czy innych, cenniejszych mi obecnie wiadomości.

Tymczasem korzystam z przerwy i wklejam to co powstaje sobie czasem w wordzie na raty i spokojnie czeka na swoją kolej w liście priorytetów Towarzyszki Bajki. Bo praca tylko do piętnastej a potem jeszcze kawał życia przede mną, no i po mieście już się włóczy Towarzysz Bruno Braun, przybyły wczoraj z Wrocławia i chwilowo zakwaterowany u nas z Lokatorem. Twierdzi, że w ‚garderobie’ śpi mu się niezwykle wygodnie. Pomimo smyrania w nos przez wiszącą nad nim sukienkę (o zimowym płaszczu i trzech swetrach nie wspominał) i pomimo powietrza, które uszło z materaca. Nie śmiem wątpić, że z wrażenia.

Dziś idziemy na chór.
Gdzieś w końcu musi być normalnie.

13 uwag do wpisu “

  1. Tak trzymaj!
    Zyj normalnie!

    Ktos kto zrobi drugiemu czlowiekowi swinstwo, ma duzo wiekszy problem. Jest cos takiego jak sumienie. Ono wczesniej czy pozniej da o sobie znac.A fatalnie jest zyc z nieczystym sumieniem.

    Wirtualny usmiech dla Ciebie i buziak dla synka.

    Polubienie

  2. Te szczepionki przeciw pneumokokom to podobno całkowita lipa. Kosztuje potężną kasę (cała seria to chyba ponad tysiąc złotych o ile pamiętam) a nie daje nic. Jedyne badania przemawiające za stosowaniem tej szczepionki są robione w Stanach za kasę koncernu, który ten specyfik sprzedaje 🙂
    Konsultowałem to z kilkoma pediatrami i powiedzieli, że to sposób na strzyżenie ludzi z kasy.
    Radzę popytać nim wydasz takie pieniądze. Ja zdecydowałem, nie szczepię!

    Polubienie

  3. W piątek kompletnie przypadkiem zgadałam się z mężem przyjaciółki (mają na stanie pięciolatka i 9-miesięcznego tłuściocha), co lekarzem rodzinnym (niestrajkującym) jest, że jedyną szczepionkę jaką jest sens robić w tym okresie życia to pneumokoki. Jeśli chodzi o pozostałe, to jednorazowe zaszczepienie w niemowlęctwie nie chroni człowieka dorosłego przed tymi jednostkami chorobowymi.

    Polubienie

  4. Dziadki wręczyli 700 złotych (bo tyle kosztuje seria dla dziecka w tym wieku) i kazali zaszczepić, to zgodnie z celem ich zbieractwa szczepimy, to ich prawo decydować co chcą dać Igorowi i na co, nie było im to nawet sugerowane

    Polubienie

Dodaj komentarz