Jak Haluta wkurwa łapała

Haluta
wrrrrrr
wurwa
wuj
Bajka
wymieniasz rodzine czy jak?
warkocz! 😉
Haluta
ty bździągwo
Bajka
rosochata
/jes ajnoł dat ju low mi soł macz/
Haluta
chcesz być wew rodzinie?
Bajka
no ba
pewno, że chcesz
Haluta
to się hajtnij z Grzybem
i będzie kool
Bajka
zabiłaś mnie
i straszę

Grzybku, bądź gotów! Nadchodzę 😉

Bajka – zwierzę łazienkowe

Zamieszany mi imputuje. I to jak. Żeby choć powiedział, żem mundra, piękna i utalentowana wszechstronnie, czy jakieś inne (nomen omen) bajeczki, to jeszcze bym się nie martwiła (takie kłamstwa to ja lubię, a owszem… to prawie jak w tym dowcipie o Czerwonym Kapturku co to przewrócił na ziemię Pinokia, usiadł mu na twarzy i wrzeszczy: – Kłam Pinokio, kłam!) tylko promiennie uśmiechnęła i zamrugała zalotnie rzęs wachlarzem ‚mryg’ ‚mryg’. Żeby nie pomyślał sobie, że jestem burak z Pierdziszewa i na komplementa nie reaguję. Bo reaguję. I to dość gwałtownie nawet. A ściślej rzecz ujmując reagują moje policzki. Barwnie. Ale nie o tym. Choć szkoda, bo komplementa niezwykle rzadko się zdarzają. Posucha straszliwa. Chyba zacznę sama do siebie listy miłosno-zabijne pisać zanim zapomnę o swojej osobistej wspaniałości, hodowanej na sennych fantazjach, zapomnę. I będę je czytać w środkach komunikacji miejskiej i chichotać dziko jak Rudolfina Wygiglana III i tupać nogami pod biurkiem w pracy podczytując raz po raz wybrane fragmenty aż nauczę się na pamięć i recytować będę pod prysznicem zażywając wspaniałego masażu nowym żelem sprzątam-maluję-garnki lutuję-dzieci robię i inne takie cuda z serii SPA. No tak. Prysznic. Łazienka. To wróciliśmy do Zamieszanego i tego cóż to on mi imputuje. Mianowicie zowie mnie zwierzem łazienkowym. Ufa – myślę sobie – to już mnie nawet facety od karaluchów czy inszych zajadów kafelkowo-rurwowych wyzywają! Co to to nie! I już się chciałam obrazić na wieki wieków amen i focha strzelić wielkiego jak Madagaskar (o ile pamiętam całkiem imponująco wygląda na mapie) i nie ma pomiłuj ale się zastanowiłam. Czasem nawet mnie się widać zdarza. Jak się zapomnę. Przypadkiem. Jak się zastanowiłam to mnie olśniło jak supernowa, że jemu to chodzi o moje bytowanie doczesne w glazurze i armaturze. No bo co jak co ale kąpiele wszelakie i łazienkowanie długie a upojne to ja uwielbiam nade wszystko inne na świecie (no może poza całym stadem rzeczy, które uwielbiam znacznie i mniej znacznie bardziej). I mjuzik do wanny, i wino, i świece, i książkę dobrą, i czasu od metra wolnego, i aromaty w gęstej pianie rozpuszczone, i mokre włosy na poduszce post waniennie, i całą tę zmysłowość bez ręcznika, bo na ręczniki szkoda życia. Kocham się rozpieszczać kąpielowo. Takie to już ze mnie łazienkowe zwierzę. I Łazienki Królewskie też kocham… ale to z zupełnie innych powodów.